No i stało się. Nadszedł ostatni tydzień. Ostatni tydzień mojego panieńskiego życia. Już w najbliższą sobotę "klamka zapadnie" ;)
Tylko nie wiem czy ze mną jest coś nie tak? Czy ja jestem jakaś inna? Wszystkie znajome, koleżanki pytają mnie jak tam nerwy, jaki poziom stresu. A ja nic! Może ja mam jakieś zaburzenia? :D Wszystko załatwione, nawet obrączka zdąży dojechać z wymiany rozmiaru, spódnica skrócona fachowo, odprasowana. Parę drobiazgów do zrobienia i ta-dam! I nawet wszystko w bardzo przyzwoitej, wręcz śmiesznie niskiej (jak na standardy ślubne) cenie.
No dobra... Jest jedna sprawa, która mnie martwi i lekko stresuje (póki co lekko)... Bycie w centrum uwagi. Jakaś blokada mi się włącza na samą myśl, że wszyscy będą patrzeć na mnie. Nie oszukujmy się - Pan Młody jest tylko dodatkiem ;) Oczywiście mój M. to jak ryba w wodzie! Uwielbia być w centrum uwagi, uwielbia występować, być na scenie. Ale ja?! Mały referat wygłaszany na zajęciach na studiach o zawał potrafił mnie prawie przyprawić. A tutaj powaga świątyni, oczy wlepione we mnie jak człapię przez kościół i potem ten mikrofon. No nie. No po prostu no nie! Przetrwam chyba tylko w trybie automatycznym.
Tak czy inaczej - moje drogie Czytające! Może któraś będzie miała po drodze do Poznania? Jeśli tak, to zapraszam na godzinę 15tą na ulicę Kościelną :) To by dopiero była super niespodzianka!
No a zaproszenia, to właśnie jedna z rzeczy, które zajmowały mnie już od jakiegoś czasu wieczorami (o czym wspominałam w poprzednim poście). Te tłoczenia widoczne wyraźniej na drugim zdjęciu wykończyły mnie trochę. Oczywiście z efektu nie jestem zadowolona w 100% i gdybym dziś zaczynała, zaproszenia byłyby całkiem inne :D Na szczęście adresaci komplementowali, a to najważniejsze! No i ja, mimo wszystko, miałam sporo frajdy w ich tworzeniu ;)
Dziękuję Wam kobietki, za wszystkie miłe słowa w komentarzach. To rzeczywiście dopinguje!
13.05.2013
10.05.2013
Z majowym poślizgiem
Czas ostatnio dosłownie ucieka mi między palcami. A właściwie to chyba przesypuje się wraz z ziemią, bo w ogrodzie spędzam prawie dni całe. Nie wiem jak się rozdwoić - dom coraz bardziej zarasta, trzeba obmyślać usadzenie gości przy stole, zrobić winietki, ułożyć playlistę... O praniu nawet nie wspominam - oboje z Młodym ciągniemy na resztkach ;)
Ale jak tu nie pędzić z samego rana do ogrodu, gdy tam tyle się dzieje! Zwłaszcza w temacie chwastowym ;) Pielimy, użyźniamy, siejemy i nagle pora na sen nie wiadomo skąd nadchodzi. A przy okazji podziwiamy jak porzeczka sobie radzi w tym roku. Młody co chwilę pyta "Czy jutro już będą?" :)
Ja aż tak za porzeczkami nie przepadam, ale chciałabym w tym roku chociaż jeden słoiczek galaretki zrobić. Jakiś taki kaprys. Może dlatego, że marzy mi się moja piwniczka wypełniona smakołykami. Taka uporządkowana, kolorowa - wiecie o co chodzi ;)
A wśród zatrważającej ilości chwastów pod winoroślami uchował się jeden maleńki półdziki bratek. Taki jakiś dzielny mi się wydał, że przebił się w tym "tłumie", że aż zasłużył na udokumentowanie!
Natomiast w innym miejscu rozbawił mnie całkowity miszmasz i wykorzystanie przestrzeni. Zresztą spójrzcie same.
Winorośl, tulipany, szafirki i natka. I widzę, że nawet jeden mniszek się uchował ;) Tak wygląda właśnie fragment przy stoliku, gdzie piję poranną kawę.
A na koniec ogólne ujęcie na ogród z tego samego punktu - to akurat końcówka Majówki była.
To tutaj właśnie spędzam swój czas. Wzdłuż winorośli posialiśmy z Młodym różne kwiatki. Zatrwian wrębny już wykiełkował, a był siany w poniedziałek! Za to przedogródek popada w "ruinę". Nie mam serca do niego.
Niestety w kadr nie załapał się tutaj mój zagonek ziołowy. Jak go już do końca uporządkuję, to na pewno się pochwalę :)
Bramkę dzielnie wykorzystywał Młody, który bardzo wczuł się w trening przeprowadzony przez mojego brata :)
Oczywiście ogród to nie jedyne moje miejsce gdzie działają moje ręce. Wieczorami też się dzieje. Ale to już temat na kolejne posty :)
1.05.2013
Chwalcie łąki umajone!
No i nadszedł - mój maj ukochany! Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak, po cichutku do nas zawędrował. A ten będzie wyjątkowy. Nie dość że Dzień Matki, że moje urodziny (trzydzieste... ekhm, ekhm... któreś), że najwspanialsze z kwiatów - konwalie, że pachnący za oknem bez, to jeszcze ślub tup, tup już za kilkanaście dni :)
Ale to wszystko jeszcze przede mną. Tej nocy mam jednak nieodpartą pokusę ogrodowego podsumowania kwietnia. Czy tylko mi się tak wydaje, czy ze względu na długą zimę wiosna miała w tym roku tempo ekspresowe? Chyba jeszcze nigdy nie obserwowałam takich zmian w moim ogrodowym światku! Najpierw były oczywiście krokusy
Zaraz po nich wystrzeliły cebulice i zawilce
Nawet się nie obejrzałam, a w każdym kącie kwitły fiołki wonne (uuuwielbiam) i niedobitki hiacyntów
A potem mogły nastąpić oczywiście tylko pierwiosnki
W tym roku udało mi się nareszcie przeprowadzić akcję ratunkowa dla "dzieci", które wyrosły na trawniku poza rabatą. Nie dość, że uratowane, to jeszcze mam śliczne sadzonki do mojego przyszłego ogrodu!
Takich donic powstało więcej ;)
Teraz wszędzie królują już tulipany
A na bzach już coraz większe pąki! W trakcie mojej ostatniej nieobecności weekendowej zakwitła morela i jest szansa, że w tym roku nie przemrozi jej już kwiatków. Kwitną też ukochane porzeczki Młodego :) I ziół też coraz więcej. Dzieje się tyle, że najzwyczajniej w świecie nie ogarniam! Żeby tak można było się rozdwoić...
Majówka miała być u mnie ogrodowo-remontowa. Jednak jutro brat z rodziną na kilka dni zjeżdża, więc wszelkie zaległości tylko się pogłębią!
Subskrybuj:
Posty (Atom)











