21.12.2016

Karkonosze - część 1

Jak tam Wasze przygotowania do Świąt? Ostatnia prosta czy może daleko w polu tak jak ja? Za chwilę będę jeszcze dalej, bo teraz pora na obiecany daaawno temu post z naszej wyprawy w Karkonosze. Oczywiście nie ma szans, by wszystko upchnąć w jednym wpisie, chociaż byliśmy tam raptem dwa i pół dnia.

Niestety prognozy pogody przed samym naszym wyjazdem się popsuły. Liczyliśmy na piękne, jesienne słońce, a tu klapa. Już sam dojazd nastrajał pesymistycznie, gdy wszędzie dookoła mżawka. Na calutkiej trasie. Jak pech to pełną gębą.

Trasę wybrałam nową, żeby nie zanudzić się na śmierć ;) W końcu ile razy można tą samą drogą śmigać? W pewnym momencie mnie natchnęło. Wjechaliśmy do wsi Sędziszowa, a trybiki w mojej głowie zaczęły działać - skąd ja znam tą nazwę?? No więc tego... Ze studiów chociażby durna babo! Przecież sto lat temu to nie było, to po co ta amnezja ;) Szybki postój i zaciągnęłam moich chłopaków przed Organy Wielisławskie. Tzn. zaciągnęłam... Podjechaliśmy pod samiusieńką ścianę ;)


Stamtąd już tylko rzut beretem i dojechaliśmy do Karpacza. Tyle lat jak mnie tam nie było! Ale w końcu Młody dorósł do tamtejszych szlaków, więc wszystko wraca do normy. Gdzie mieliśmy nocleg, to następnym razem Wam napiszę, bo miejsce jest godne polecenia. My jednak bez większego roztkliwiania zameldowaliśmy się szybciutko i ruszyliśmy zaliczyć bardzo ważny punkt naszego wyjazdu. Tzn. z punktu widzenia Młodego, ale my dobrzy rodzicie jesteśmy, więc nie protestowaliśmy zbytnio ;)


Zdjęcie nie najlepszej jakości, bo z komórki, ale chyba wiadomo o co chodzi. Muzeum Lego. Dla samej radości Młodego warto było, a i nam się podobało.


Makiet jest wiele, na dwóch piętrach, prawie na każdej można czymś poruszać (dźwignie i przyciski przy stanowiskach) - radość do upadłego.


Po prostu bajer ;)


Chyba nie muszę pisać, że Młody nie chciał wychodzić? Mamy już zapowiedziane, że przy następnej bytności w Karpaczu znów się tam wybierzemy ;) Jeśli macie fanów klocków Lego w domu to polecam. W Karpaczu są dwa takie "muzea". My byliśmy w tym "wyżej", niedaleko deptaku.

***
Kolejny dzień z pogodą nie był wcale łaskawszy. Mżawka  od rana taka, że nic nie widać. Plany trzeba było zmodyfikować (jak to ja, miałam już wszystkie trasy wyznaczone tydzień wcześniej) i zamiast ruszać w góry, wybraliśmy się na zamek Chojnik. Oczywiście nie tym utartym szlakiem z Jeleniej Góry, tylko od d... strony, bo pamiętałam, że to ciekawsza trasa. Miałam rację. Na tyle ciekawsza, że kiedy szliśmy spokojnie i cicho przez ten siąpiący las, nagle coś nam zachrumkało tuż przy samej ścieżce. Zamarliśmy, serce w gardle, no bo przecież Młody. Na szczęście przelazły i nas olały. Dziki znaczy się. M. szedł przodem i widział je kątem oka. Twierdził, że 4. Potem w opowieściach było ich 6 w porywie do 7. Coś w stylu taaaaaką rybę złowiłem ;)
Po chwili namysłu ruszyliśmy dalej - wracanie byłoby głupotą, bo w tamtym kierunku udał się właśnie zwierzyniec. Tym razem już z okrzykami na ustach, hałasem i tupaniem, a M. nawet zdobył "broń".


Teraz się z tego śmiejemy, ale wówczas nie było nam zbyt wesoło.


Na szczęście zamek był tuż tuż i mogliśmy schować się w bezpiecznych i jakże przesiąkniętych wilgocią murach :D Chłopaki zwiedzali każdy zakamarek. Ja szczerze powiedziawszy miałam trochę dość i robiłam dobrą minę ;)


Widok z wieży dech w piersi zapierał.


Taaa! Jasne! :D Mina Młodego mówi chyba wszystko ;) Ale wiecie co? Był z siebie dumny!


I ja z niego też! Bo chociaż pogoda paskudna, dreszcz grozy na szlaku, to dzielnie maszerował, nie marudził (serio!) i jeszcze się uśmiechał na koniec.

Zeszliśmy już jednak krótkim szlakiem do Jeleniej, a M. skoczył na parking, na którym zostawiliśmy auto i nas uratował od zamarznięcia.Ach przygoda...
W kolejnym poście szlag gignat (dla Młodego), poprawa pogody, lepsze widoki i pyszne jedzonko.

A dziś pozostaje mi Wam życzyć spokojnych i radosnych Świąt. Być może z brudnymi oknami, ale za to z wielkim uśmiechem na twarzy :)

Ania

05.12.2016

Chilli Fiesta i któż by się spodziewał

że to właśnie dzisiaj powrócę na blogowe łono? Bo na pewno nie ja :D Od kilku dni zbieram się i zbieram. Czemu mnie nie było? Wcale nie życie, chorowanie itp. (chociaż też się trafiło), tylko prozaiczna praca. Szykowanie folderów edukacyjnych i ulotek o tematyce eko tak mnie przykuło do komputera, że w domu nie mogłam już na niego patrzeć. Na szczęście było minęło, nadrabiam zaległości u Was (prawie wychodzę na prostą) i powoli myślę o Świętach.
Zanim jednak zbliżymy się do chwili obecnej (co nastąpi pewnie w okolicach Świąt właśnie) czekają Was (i mnie) trzy posty z przeszłości. Dzisiaj ten pierwszy...

24.09.2016

W mordę jeża!

Ile czasu mnie tutaj nie było?! Jak zawsze - zbiór zdarzeń pokrzyżował moje plany. Część tych zdarzeń była bardzo pozytywnych i o nich będzie w kolejnych postach. Jednak przed pisaniem powstrzymywała mnie przede wszystkim złośliwość rzeczy martwych. Albo tak nie do końca martwych, bo z internetem to różnie  może być. Strajkował jednocześnie u nas w domu i u mnie w pracy. Kilkanaście dni na łączach tak słabych, że ledwo pocztę można było sprawdzić. Normalnie tak mnie to zeźliło, że przesiadłam się na srajfona, gdzie chociaż Facebooka mogłam przeglądać. Ja! Ze srajfonem! Świat się kończy ;) I żeby nie było - robię nim tylko zdjęcia i wpadam na profil Fb Brzeziny - o tutaj. (Do dzwonienia nadal pozostaję przy moim starym telefoniku ;) ) Tylko te zdjęcia to mnie tam drażnią - o ile na srajfonie wyglądają ok, to już na laptopie do d... No ale nic to. Ci którzy mnie tam śledzą przynajmniej wiedzą, że jeszcze dycham ;)

17.08.2016

Post wakacyjny i biegnę dalej

Biegnę jak Młody na zdjęciu poniżej. Tylko że nie gonię mewy, a ładne, wolne chwile dnia do pracy w ogrodzie. Urlop niby nieprzesadnie długi był, a po powrocie wszystko wołało o uwagę. Relacja z tego placu boju kiedy indziej. Dzisiaj kilka urywków z naszego pobytu nad Bałtykiem.


23.07.2016

W pędzie

Wszystko ostatnio robię w biegu. Zakupy, pracę, ogród, domowe obowiązki itd. Oczywiście jest to złe i wszystko przez to cierpi (obiady, praca, ogród, dom). Niestety ten mój pośpiech odbił mi się ostatnio wielką czkawką i chyba czas w końcu zwolnić. Czas wyjść z tego chaosu, ułożyć plan (do wszystkiego) i ściśle się go trzymać. Inaczej zginę ;)

Właśnie sobie uświadomiłam, że od dwóch tygodni nie miałam nawet aparatu w rękach! A przecież tyle zmian dookoła. Nawet w domu, we wnętrzach, co przecież rzadko się u mnie zdarza ;) Tak więc by wyjść na prostą i być znów na bieżąco - dziś relacja ogrodowa sprzed dwóch tygodni.

szałwia muszkatołowa

07.07.2016

Róża... jakie ma imię?

Odziedziczyłam w swoim ogrodzie taką jedną różę. Związaną z rodziną od pokoleń. Latorośl takiej z ogrodu pradziadków. Przetrwała szkodniki, susze, ulewy, zaniedbanie... Piękna, pachnąca. Normalnie ideał! I wszystko by było wspaniale, gdyby nie jeden tyci szczegół, który mnie dręczy od czasu do czasu - jak się ona właściwie nazywa?!


12.06.2016

Coś starego, coś nowego

Przeglądałam ostatnio zdjęcia i odkryłam, że są takie dwa, które koniecznie powinnam pokazać, chociaż nie są najpiękniejsze. Ale na początek muszę się pochwalić makami wschodnimi, które w tym roku pobiły wszystko wielkością swoich kwiatów.

mak wschodni

Nie dość, że takie duże, to jeszcze licznie odwiedzane przez zapylaczy :)

mak wschodni pszczoły

U mnie dzisiaj idealna pogoda do prac w ogrodzie, a ja... kwitnę uwięziona w mieście i opiekuję się dziećmi brata. Rączki mnie jednak świerzbią strasznie i skręca mnie, jak pomyślę o moich pomidorach i bakłażanach do przesadzenia pod folią.

Czy ja się chwaliłam, że mam w tym roku elegancki tunelik foliowy? Sprawdza się znakomicie! Do tej pory służył mi do przechowywania rozsad. Dla tych najwrażliwszych miałam nawet wstawiony mój stary inspekt, żeby super ciepło im było. Wyglądało to mniej więcej tak:

rozsady w tunelu foliowym

Uprzedzając ewentualne pytania - tak, na spodzie mam rozłożoną agrowłókninę. Po pierwsze w tym miejscu mojego ogrodu jest chyba kumulacja piasku. Woda przesiąka przez niego natychmiast i nie zatrzymuje nic. Po drugie czasu było mało, folia musiała stanąć natychmiast i nie było kiedy odchwaszczać. Dlatego pomidory, chilli i bakłażany będą sobie rosły w doniczkach. Ja już widzę te piękne rządki cudowności :)

Oczywiście fota folii to ta pierwsza zaległa. Druga to moje poletko hiacyntów, o którym kiedyś wspomniałam. Teraz nie ma już po nich śladu, ale ten zapach, który doganiał człowieka, gdy przechodziło się ścieżką obok... Tyle cudowności za całkiem nie niewiele kaski - to było takie duże opakowanie z Lidla (polecam jakby co).

hiacytny

Wracając jednak do spraw bardziej aktualnych. Moje ratowane kosaćce bródkowe ogromnie mnie ucieszyły w tym roku. W zeszłym był "aż" jeden kwiat. W tym pojawiło się ich już kilka - żółte i niebieskie. Niestety pogoda im nie sprzyjała i kwitły bardzo krótko... Miejsce się jednak sprawdziło, więc w tym roku będzie dalsza część przesadzania  z innych części ogrodu.

kosaćce bródkowe

Iryski cebulowe też kwiaty pokazały pomimo ciągłych przeprowadzek w ostatnim czasie. Nie miały ze mną lekko ;)

irysy

Zaskoczyła mnie w tym roku campanula. Taka zwykła, za kilka złoty z Biedry czy Lidla. Taka, którą stawia się w doniczce w domu, a ona potem zdycha (przynajmniej u mnie) i się wywala smętne resztki. No więc właśnie taką wsadziłam w zeszłym roku na rabatę jak już kwitnąć przestała. A ona sobie pięknie zimę przetrwała i na nowo zakwitła :) Może dla niektórych to nic nadzwyczajnego, ale dla mnie wielkie odkrycie :D

campanula

W ogrodzie zaczął się już czas smakołyków. Są odratowane truskawki (o nich kiedy indziej) i poziomki z własnego siewu kilka lat temu.

poziomki

Mam nadzieję, że teraz będą się zagęszczać i stworzą śliczne poletko. A jak nie, to i tak mam już nową porcję wysianą i ślicznie rosną. Jak byście się zastanawiały, czy warto kupować nasiona poziomki, czy coś z nich będzie, to odpowiedź brzmi - tak! I naprawdę niewiele uwagi potrzebują :)

W tym roku znów możemy cieszyć się własnymi czereśniami.

czereśnia

Co prawda sójki też mają na nie wielką chętkę, ale jakoś udaje nam się sprawiedliwie podzielić. Poza tym te wariatki tak się z nimi szamoczą, że przy okazji zrzucają nam na ziemię te z wyższych partii. Wystarczy się przejść z miseczką po południu, by pozbierać pełne garście ;)

W tym roku kwitła pierwszy raz wsadzona przeze mnie jabłonka - koksa pomarańczowa. Niestety na całe drzewko zawiązała tylko dwa owoce, ale i tak jestem szczęśliwa. Zresztą na więcej owoców mogłaby nie mieć tyle sił ;)

koksa pomarańczowa

Teraz chodzę wokół niej, doglądam i trzęsę się nad nią :D

A jak róża zaszalała w tym roku z kwiatami to głowa mała!! Zresztą druga, taka mniejsza, też miała pomyślny rok - pięknie pachnące kwiatki i nowe pędy. Muszę koniecznie zdjęcia porobić i pochwalić się :)

Dzisiaj to już wszystko. Wracam do moich obowiązków, a w głowie układam napięty grafik prac ogrodowych na jutro...

Ania

30.05.2016

Przywołana do porządku

Mogłam ignorować wszelkie pytania "na żywo" z aluzją. Mogłam nawet przymknąć oko na maile (o ja niedobra!). Ale kiedy dzisiaj Kamila przywołała mnie do porządku pod poprzednim wpisem, to odwrotu już nie było. A jeszcze jak zobaczyłam datę tamtego wpisu, to zbladłam ;) Nie planowałam dzisiaj pisać. Wiecie, że poniedziałek to mój dzień wolny i chciałam go bezwstydnie spędzić w ogrodzie. Cumulonimbusy zaczęły jednak krążyć, gdzieś hen w dali zaczęło grzmieć, parówa na dworze niemiłosierna (oj będzie burza jak nic) - nie da się ryć w ziemi w takich warunkach. Tzn. teoretycznie się da, ale żadna przyjemność jako koszulka, spodnie, a nawet majciochy kleją się do człowieka. Do tego muszki wszelakie szału dostały i pożerają człowieka żywcem. W domu dwa prania wstawione, zmywarka też swoje przeleciała. Chciałam meble przestawić w pokoju dziennym, ale jednak sama nie dam rady. 

Sumując wszystko powyższe rozsiadłam się wygodnie na kanapie i tylko zerkam jednym okiem, kiedy trzeba biec pranie ściągać.

Półtora miesiąca minęło od ostatniego wpisu. U nas po staremu i bez zmian. Jedynie ogród zarasta na potęgą, a ja przechodzę kolejny kryzys pod nazwą "nie wyrabiam". Czasami ma się ochotę rzucić to całe ogrodowanie w cholerę. Tylko co ja bym wtedy robiła?? :)

Co tam u mnie w wielkim skrócie?

Kwitły przepięknie niezapominajki :)


Moje ukochane konwalie też oczywiście były i pachniały bosko. Niestety jakoś przegapiłam czas, by zrobić im zdjęcie... Ponieważ jakiś czas temu ogarnęłam z lekka teren przed wejściem do domu, to konwalie miały szansę się rozrosnąć i zająć więcej miejsca - konwalii nigdy za dużo ;)

Po raz pierwszy moje włości nawiedził taki oto gość:

Spodobały się mu zaciszne kąty pod folią :)

Muszę się Wam jeszcze pochwalić prezentem jaki zrobiłyśmy sobie z Niezapominatką na swoje urodziny. Porzuciłyśmy naszych mężów z dziećmi, a same urządziłyśmy sobie weekendowy wypad do Kasi na jej Wiosenny Kiermasz Sadzonek :) Było suuuuuper! Wiadomo - Kasia, Andrew i ich ogród to ogromne inspiracje dla takich zwariowanych ludków jak ja. Niestety (dla Was) zrobiłam bardzo mało zdjęć. Wolałam chłonąć wszystko sobą, pomagać jak mogłam i poznawać nowe sympatyczne osóbki :)

(Grzmi i wieje coraz bardziej. Lecę zamknąć tunel foliowy zanim odleci!)

***
Gdzie to ja byłam...? Aha! Wyjazd do Kasi. Jej ogród jak zawsze wyglądał jak na sterydach (ponoć to ściółka z obornika tak działa). Normalnie śmiech na sali porównując jej i moje ostróżki :D A jeszcze u niej tak ślicznie podparte!


Ludzi na Kiermasz przyjechało pełno. Ja przywiozłam trochę swoich sadzonek pomidorków i papryczek na rzecz Fundacji Burego Misia (od których swoją drogą kupiłam przepyszne serki i na pewno jeszcze zamówię, bo mają sklepik na stronie). Poszły chyba wszystkie moje sadzoneczki (zostały chyba dwie chilli) - nawet nie podejrzewałam jaka to radość będzie dla mnie!

Był też mały pokaz obsadzania donic. Tzn. donic... Kasia akurat wybrała skrzynkę po owocach. Mam identyczną :D Aktualnie przymierzam się jaką kompozycję w niej stworzyć!


Bezczelnie chciałam podkraść to, co wsadziła Kasia, ale się nie dało - ciągle ktoś się tam kręcił :D ;)


Jeszcze Wam się pochwalę w jakim pięknym zakątku nocleg miałyśmy :)


Jeziora akurat kwitły, ale gdyby nie to, to dałabym nura ;) Może jak uda się wybrać w odwiedziny w sierpniu...?

Czuję, że jest jeszcze pełno rzeczy, o których powinnam i chcę napisać, ale trzeba by jakiś obiad przygotować ;) Na zakończenie dziś rzut oka na moje czosnki (oczywiście zapomniałam, że wsadzałam je jesienią i zastanawiałam się co to mi rośnie na środku rabaty ;) )


Ściskam Was cieplutko. Piszcie, komentujcie, a jak będzie trzeba, to przywołujcie do porządku ;)

Ania

14.04.2016

Kiedy zakwitną jabłonie...

To wrócę na blogowe łono ;) I tak właściwie to tylko jedna jabłoń. A na dodatek same gałęzie, którymi na Wielkanoc ozdobiłam dom. Ale zawsze coś! ;)

kwitnące gałęzie jabłoni

Ja wiem - strasznie dawno mnie nie było. Musicie jednak zrozumieć - wiosna i urlop :) Standardowo już konieczność wzięcia długiego urlopu wykorzystałam na wiosenne przygotowania w ogrodzie. W tym roku wyjątkowo pogoda mi sprzyjała (nie to co rok temu... - dla przypomnienia tutaj). Dlatego każdą chwilkę wykorzystywałam na prace na zewnątrz lub na wysiewy. A blog obrastał sobie uroczo kurzem ;)

Na szczęście jako tako już się ogarnęłam, urlop się skończył. Dzieje się codziennie w ogrodzie lub chociaż nowe siewki  na rozsadzie w domu się pokazują. Zielona krew pompuje wesoło i nowe plany kwitną w głowie. Zanim jednak przejdę do spraw bieżących, to kilka zaległych ujęć jednak Wam się należy. Przysięgam, że jest to wersja skrótowa :D

Pierwsze wyjście do ogrodu to wsadzenie (w końcu) ciemierników. Biały z Biedry, ten drugi z kiermaszu na Gardenii.

ciemiernik z biedronki

Obok nich "przesadziły się" przebiśniegi. Niedawno wkopał się też nieduży rododendron, a w okolicy sadzonki naparstnicy przesłane przez kochaną Agę z Wolniej, tu i teraz.

Był to z lekka zapuszczony fragment ogrodu, chociaż przed samym wejściem do domu. Od strony północnej, ale ze słońcem od rana i późnym popołudniem. Wyłażą tam teraz konwalie, za chwilę zakwitnie mahonia, pod nogami plącze się pospolita hedera i barwinek (który jednak nie kwapi się do kwitnienia). Pod samą ścianą domu, gdzie słońce nigdy nie dociera, za to jest ciągle wilgotno, zaczęła rozrastać się przylaszczka - hura! Na próbę wprowadziłam też niedaleko hortensję. W najbardziej doświetlonym miejscu rośnie też stara papierówka, którą w tym roku znów piłą trochę potraktowałam (pierwsze cięcie było tutaj).
Jak możecie wyczytać między wierszami - potencjał dla tego miejsca jest. Jeszcze tylko dobudowanie przedsionka, uprzątnięcie zalegającego gruzu po remoncie kuchni, dopieszczenie i będzie przepięknie :)

Ruszajmy jednak dalej, w inne części ogrodu!
Krokusy jak co roku nie zawiodły. A każdej wiosny jest ich coraz więcej i więcej. Nie będę Was jednak katować wieloma zdjęciami - rok temu było w końcu podobnie ;) Ale jedno, ku pamięci być musi.

krokus fioletowy

Krokusy ustąpiły później miejsca pierwiosnkom. Te również co roku się rozrastają i chyba część z nich przesadzę do tego "północnego" ogrodu. Mam dla nich upatrzoną taką elegancką, niedużą skarpę.

pierwiosnek w ogrodzie

Oczywiście wystartowały już również niezawodne tulipany botaniczne.

tulipan botaniczny

Ale pozostałe są już w dołkach startowych i lada dzień wybuchną kolorem.

Kolorem cieszą również hiacynty (chociaż na zdjęciu jeszcze przed wybuchem).

hiacynt w ogrodzie

Mam w tym roku piękne, zabójczo pachnące poletko pod rajską jabłonką. Jak tylko pogoda pozwoli, to pobiegnę do nich z aparatem ;)

Oczywiście sporo czasu poświęciłam również na przygotowanie swoich rozsad - część 1 ;) (Część 2 odbędzie się pewnie w najbliższy weekend.)
Na zdjęciu akurat szaleństwo papryczkowe :D

rozsada papryczek

Jak widzicie bardzo skromnie - tylko 8 odmian, w tym 2 łagodne :P Żeby było "na bogato", to pomidorków też 8 odmian - pół na pół wysokich i balkonowych. Poza tym kapustne, sałaty (które jednak jakoś ciężko mi idą), bakłażany, tyyyyle kwiatów. W warzywniku wysiane już grochy i groszki, bób, marchewka, natka, szpinak, rzodkiewka... Ta pierwsza już nawet wstępnie poprzerywana :)
O, i cebulka wsadzona!

tabliczka ceramiczna

Oczywiście za tabliczką to lubczyk jest. Cebula to te kikutki przed.

Na grządkach wzniesionych wszystko mam w tym roku elegancko rozplanowane zgodnie z zasadami płodozmianu. Moją rozpiskę dla czterech grządek na kolejne cztery lata możecie zobaczyć tutaj - to taki mały drugi blog z ważnymi (dla mnie) ogrodowymi notatkami ;)

Na dzisiaj chyba wystarczy? Przypominam, że częściej możecie sprawdzić co u mnie na profilu fb Brzeziny tutaj. Przynajmniej będzie wiadomo, że jeszcze nie padłam na pyszczek ryjąc w ziemi ;)

Ania

05.03.2016

Gardenia moim okiem

Moim okiem, czyli ogrodnika amatora, laika przy przy tych pro i z branży. Co innego kręci profesjonalistę, a co innego mnie. Pro często widzi drugie dno, bo on/ona WIE. A ja nie i zazwyczaj całkiem dobrze mi z tą moją ignorancją ;)

W zeszłym roku z pełną premedytacją olałam Gardenię, bo byłam uprzedzona po tej sprzed dwóch lat. Teraz już wiem, że nie należy się wybierać w ostatni dzień, otwarty dla publiczności. Wtedy przez hale targowe przetaczają się tłumy, a część stoisk jest już albo rozsprzedana albo zlikwidowana. Przypuszczam, że gdyby nie motywacja w postaci 3 Spotkania Blogerów Ogrodniczych i odwiedzin miłego gościa, to również w tym roku bym się nie wybrała. Ależ byłby to wielki błąd! Trzeba było się wybrać, tym bardziej, że dostałam wejściówki od mojej ciotki - dzięki jeszcze raz!

Niestety w tym momencie pojawia się wielki "Ups...", ponieważ większość zdjęć wyszła mi nieostra. W natłoku emocji zapomniałam przestawić aparat na automat, a mając właściwie tylko jedną rękę wolną i ledwo spoglądając w wizjerek (bo przecież nie da się chłonąć wszystkiego przez małe okienko) wyszło jak wyszło. Wybaczcie :) I po przydługim wstępie - lecimy...

19.02.2016

Wiosna to czy zima?

Już się zapowiadało, że wiosna do nas zmierza dużymi krokami, a tu taka zmyła ;) Nie wiem jak u Was, ale u nas co drugi dzień mrozik nad ranem. I tak na zmianę - dzień słoneczny ze wspomnianym mrozikiem albo cieplej za to pochmurnie i z opadami. Ja siedzę uwięziona w domu, opiekując się Młodym na zwolnieniu. W pracy to mnie chyba przeklną, tym bardziej, że w przyszłym tygodniu biorę dni wolne na Gardenię i przyjazd pewnego miłego gościa ;) Mówi się trudno - są rzecz ważne i ważniejsze :D Zresztą przebiśniegi już kwitną, więc mam tylko ogród w głowie ;)

przebiśniegi

09.02.2016

Powolutku do wiosny

Nie wiem jak Wy, ale powoli czuję wiosnę w kościach. Soki zaczynają żywiej krążyć. Do tego dzisiaj słoneczko humor mi poprawiało. Sama radość. W związku z nietypowym przypływem energii (bo ostatnio jakoś tak nic mi się nie chciało zbytnio) wypełzłam do ogrodu i poobcinałam winogrona. Zdążyłam w tym roku zanim w gałązkach zaczęło życie pulsować - jupi!

Muszę się też pochwalić, że zapas nasionek na nowy sezon uzupełniłam. Ostatni pakiet jest jeszcze w drodze, ale wybrany i kupiony, a to najważniejsze. Sporo fajnych roślinek będę też miała dzięki Klubowi Pożądanego Nasionka z forum Na Ogrodowej. Jak już wszystko zgromadzę, to oczywiście pokażę - tak jak w zeszłym roku ;)

Wracając jeszcze do Klubu Nasionka - ogrodniczkom (i ogrodnikom) amatorkom i nie tylko polecam zainteresowanie się klubem w przyszłym roku. Za koszt znaczka i koperty można się naprawdę "obłowić" i zagospodarować zarówno warzywnik jak i kwietną rabatę. Ja w tym roku byłam koordynatorem wysyłek (tzn. wszyscy wszystko przysłali do mnie, a ja przepakowałam w koperty zgodnie z zamówieniami i rozesłałam), więc przez chwilę miałam w domu prawdziwą bazę nasienną ;) Poniżej zdjęcia z akcji:


24.01.2016

Zima w Brzezinie i karmniku

Komu jeszcze styczeń śmignął tak szybko jak mi? Jakiś śnieg, jakiś mróz i nagle trzy tygodnie za nami. Dość podejrzana sprawa. Tym bardziej, że tyle planów miałam na ten czas i dosłownie NIC z nich nie zrealizowałam.

Oczywiście to nie tak, że nic się nie działo! O nie, nie nie... Atrakcji sporo i zmian plus zdarzenia losowe. Dzisiaj mam więc dla Was kilka ujęć z tego okresu. Zima w Brzezinie w okolicy Trzech Króli była jak malowana. Oczywiście natychmiast zaczął się ruch w karmniku :)

Karmnik na tarasie

02.01.2016

Na przełomie.

Na wstępie moje posta (lol - kto ma skojarzenia z j.polskim?) ostrzegam, że będzie przeładowany. Zdjęciami, emocjami, wywnętrzaniem się. Będzie też chaotyczny, bo o wszystkim chcę napisać od razu. Ale i tak wiadomo, co jest najważniejsze od wczoraj - śnieeeeeg! ;)