05.12.2016

Chilli Fiesta i któż by się spodziewał

że to właśnie dzisiaj powrócę na blogowe łono? Bo na pewno nie ja :D Od kilku dni zbieram się i zbieram. Czemu mnie nie było? Wcale nie życie, chorowanie itp. (chociaż też się trafiło), tylko prozaiczna praca. Szykowanie folderów edukacyjnych i ulotek o tematyce eko tak mnie przykuło do komputera, że w domu nie mogłam już na niego patrzeć. Na szczęście było minęło, nadrabiam zaległości u Was (prawie wychodzę na prostą) i powoli myślę o Świętach.
Zanim jednak zbliżymy się do chwili obecnej (co nastąpi pewnie w okolicach Świąt właśnie) czekają Was (i mnie) trzy posty z przeszłości. Dzisiaj ten pierwszy...

Chilli Fiesta 2016 - z wizytą u Kasi i Andrew Bellingham

 

Chilli Fiesta Bellingham

Dawno, dawno temu - bo we wrześniu; za siedmioma górami i siedmioma jeziorami - bo na Kaszubach, Kasia i Andrew urządzili drugą już Chilli Fiestę dla wszystkich chętnych. A że ja do Kasi zawsze chętnie, to sterroryzowałam moich chłopaków i bladym, bardzo mglistym świtem (no... prawie świtem) ruszyliśmy w drogę. Na trasie pogoda zapowiadała się mega paskudnie, ale gdy dojechaliśmy... (Uwaga - lokowanie produktu zwanego słońce i upał.)

wielkie bańki mydlane

Aha! Dwa słowa wyjaśnienia w sprawie zdjęć. Bo mogliście już je widzieć u Kasi - zostałam nadwornym fotografem. Zresztą nie tylko, bo Kasia była taka kochana, że pozwoliła mi pomagać w trakcie imprezy - dziękuję za zaufanie :)

Wracając do tematu imprezowego. Przybył cały przekrój pokoleń.


Dzieciaki zostały wciągnięte w różne zabawy przez animatorkę,

(Na zdjęciu moje dziecię, które nie mogło mi wybaczyć, że poprzednim razem byłam u Kasi bez niego.)

a dorośli mogli w tym czasie wysłuchać Kasi.

wykład chilli fiesta

W czasie, gdy było robione powyższe zdjęcie było już baaardzo gorąco. Przez całe lato nie wysmażyłam się tak, jak przez ten jeden wrześniowy dzień u Kasi. Każdy kawałek cienia był okupowany ;)

letnia kuchnia bellingham

W jednym takim cienisty zakątku Bure Misie wystawiły swoje pyszne sery i przetwory.


Ile by nie przywieźli ze sobą na sprzedaż, to i tak u Kasi rozejdzie się wszystko. Tym bardziej jak przyjedzie pewna Aga z mężem, który wykupi wszystko co zostało :D No i ja - nie mogąca opanować się przez kupnem serów wszelakich. Ale są tak pyszne...! Nie ukrywam, że wiadomość, iż pojawią się Bure Misie z serami, była dużym motywatorem, dla tej kilkuset kilometrowej wyprawy ;)
(Ich sery i inne pyszności można też kupić on-line - tutaj.)


Na Chilli Fieście nie dość, że pięknie i super atmosfera, to jeszcze do tego pysznie. Andrew jak zawsze zaszalał w kuchni i przygotował pyszności dla głodomorów. Czyli chyba dla wszystkich, bo nie sposób oprzeć się pachnącym potrawom, przyrządzonym niemalże w całości z plonów ogrodowych.


Etatowy pomocnik Kasi, czyli Ewa wydaje pyszne jedzonko. A na dole zdjęcia, pod szklaną kopułą widać muffiny z miechunką jadalną - rewelacja! Specjalnie dla tych muffinek będę ją uprawiać w przyszłym roku.


Dla tych wolących na ostro - chilli con carne z domowym coleslawem  i salsą pomidorową (u góry). A w wersji łagodnej (poniżej) makaron z pesto, sałatką z buraków i... nie pamiętam :D Coś z pomidorami. Jak spróbowałam tej sałatki buraczanej, to moje kubki smakowe i zmysły odpłynęły - być może dlatego nie zarejestrowałam, co jeszcze mam na talerzu :D


Po jedzeniu "pół godzinki dla słoninki", a niektórzy odbywali rozmowy kuluarowe :) Albo tajne narady? ;)


Z pełnymi brzuchami potoczyliśmy się w kierunku tunelu, gdzie rośli bohaterowie fiesty.

tunel foliowy Bellingham

Słów kilka od Kasi o uprawie i innych tajnikach ekoogrodnictwa.


Oraz próbowanie przetworów z chilli - chutney i galaretka z chilli. Polecam zwłaszcza to drugie. W ostatnim wpisie u Kasi możecie zresztą znaleźć więcej przepisów na wykorzystanie papryczek - tutaj. Ja na pewno skorzystam, bo jeszcze nie opanowałam mojej klęski urodzaju :D


Kiedy Kasia opowiadała, ja szpiegowałam w tunelu ;)


Nie szkodzi, że taki tunel zająłby mi 1/4 działki. Mogłabym mieć :D Tam sezon nigdy się nie kończy!

Niestety nadeszła w końcu pora tego pięknego dnia, gdy trzeba było zbierać się do domu... Z ciężkim sercem (bo nie chce się wyjeżdżać z tak pięknego miejsca, gdzie ludzie są tak sympatyczni i kochani) nadeszło pożegnanie.

Trzy styrane słońcem kobiety, czyli Kasia, Aga i ja (oraz dziecię Kasi, moje i cień mego męża).

Ta siateczka mało malownicza w moich rękach, ale Kasia-wariatka zaczęła już obdarowywanie mnie. Dostałam nawet pyszne jajeczka od kurek Kasi :D

Ostatni rzut okiem...


... i w drogę. Na pewno wrócę w kolejnym roku :)

A po powrocie jeszcze długi czas mogłam cieszyć się pięknym bukietem z ogrodu Kasi.


... który atakował nas potem strzelającymi kulkami nasion :D

***
Na dzisiaj to tyle. Kolejny post będzie o naszym mini urlopiku w Karkonoszach. Wiem, że niektórzy czekają. I to czekają już bardzo długo. Wpis będzie w kolejny poniedziałek :)

Aha! Jak ktoś jest chętny, to jeszcze można się załapać na wymianę nasion- ja też się wystawiam m.in. ze swoim chilli. Zapraszam tutaj - Na Ogrodowej.

A teraz ściskam Was cieplutko (bo mrozik trzyma).
Ania

29 komentarzy:

  1. Napisz dokładnie kiedy i gdzie się odbywa ta cudna impreza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chilli Fiesta odbywa się na początku września w siedlisku (ta nazwa bardzo mi tam pasuje) Kasi i Andrew, niedaleko Kościerzyny. Wszelkie informacje zawsze pojawiają się na stronie Kasi http://katarzynabellingham.blogspot.com/ i na profilu Facebook. Na wiosnę (w maju) odbywa się kiermasz roślin, na który też na pewno znów się wybiorę. Poza tym w ciągu roku są różne warsztaty dla ogrodników. Na prawdę warto się wybrać, nawet gdy ma się (tak jak ja) kilkaset kilometrów do przejechania :)

      Usuń
  2. Jejku jak fajnie :) Stronkę Kasi też znam. Widać, ze było super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Kasi zawsze jest super. Nawet jak pada deszcz - tak jak na pierwszej Fieście w zeszłym roku :)

      Usuń
  3. He, he, a wczoraj było tam zupełnie zimowo!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam Twoje fotki z dnia poprzedniego. Musiało być super!

      Usuń
  4. ...pamiętam ten miniony dawno, dawno temu wrzesień. To był chyba jedyny w tym roku ciepły a gdzieniegdzie nawet gorący miesiąc tego roku. We wrześniu to nawet zaprawa zasychała mi wprost na kielni;) ...a teraz, zostawiam ją na noc i rano wciąż jest rześka;) skądinąd to dobrze, bo nadmiar nie musi koniecznie być wyrabiany nocą przy świetle tzw. "czołówki".
    PS.
    jak tylko oporządzę się z odbudową natychmiast, niezwłocznie zajmę się organizacją eco-ogrodu za domem.
    Nie ma nic lepszego na świecie niż zdrowe jedzonko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze poranne wędrówki z kawą w ręku i w piżamie, gdy sprawdza się, co przez noc urosło - to jest radocha :D
      A Staruszce szykuje się świetne towarzystwo :)

      Usuń
  5. Ale fajna ta impreza, może i mi się kiedyś uda do Kasi zawitać. Jak to dobrze, że jest internet i są blogi, można się poznać i pobyć trochę u kogoś, nawet jak mieszka się daleko od siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Chętnie też poznam przepis na muffinki z rodzynkiem brazylijskim ;) W tym roku postaram się go wysiać wcześniej (pewnie w domu na parapecie), ma długi okres wegetacyjny podobny do papryki, a potraktowałam jak pomidora i niewiele rodzynków zdążyło mi dojrzeć. Ale było w sam raz na próbę na surowo ;)

      Usuń
    2. Tfu .... w następnym roku. Ja już myślami w marcu jestem ;)

      Usuń
    3. Tak właśnie!! trzeba się namówić i spotkać!!! ;)

      Usuń
    4. Kuro Neko - wokół Kasi są tak piękne tereny, że można w okolicy sobie urlop zaplanować i wybrać się przy okazji w odwiedziny. I ja też myślami jestem już na przełomie lutego i marca. Rączki świerzbią powoli :D Przepis na muffiny najzwyklejszy na świecie, tylko jako dodatek zamiast innych owoców jest wrzucony rodzynek brazylijski. Ale pysznie się komponuje.
      Za Zielonym Płotem - na końcu świata nie mieszkacie, więc szanse są. Ogarnijcie tylko Latorośl i można myśleć :)

      Usuń
  6. Świetna impreza! A Kasię podziwiam za to, że tak Jej się chce chcieć.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia to wulkan energii jest. To chyba przez to pyszne jedzonko z własnego ogrodu, naładowane na maksa witaminami ;)

      Usuń
    2. i jeszcze tą energią potrafi zarażać czego przykładem jest wasze wrześniowe spotkanie (notabene ... do pozazdroszczenia)...

      Usuń
  7. Ale krzepiący post ;) Teraz za oknem buro a u ciebie słoneczne,chilli fajerwerki !!! Ja marzę żeby wybrać się w końcu do Kasi i w mordę jeża może w wakacje wreszcie się uda!! I się spotkamy gdzieś po drodze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zależności od tego, jaką trasę obierzecie, to nawet jestem po drodze :D I jak pisałam wyżej - koło Kasi są tak piękne tereny, że spokojnie można tam urlop planować, a przy okazji odwiedzić Kasię :)

      Usuń
    2. Chyba faktycznie o tym pomyśle :) Może jakaś agroturystyka ? A Latorośl to mam nadzieję do tego czasu bezkolkowa będzie ;)

      Usuń
    3. Kolki przechodzą. Jestem tego żywym przykładem :D

      Usuń
  8. Kurcze, ale Wam zazdroszczę! Szkoda, że to tyle kilometrów ode mnie, bo bym sobie nie odpuściła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to trzeba było wyrwać chwilkę mazurskim krainom i wpaść z wizytą do Kasi :)

      Usuń
  9. Fantastycznie, aż głodna się zrobiłam i czas pomyśleć o śniadaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, że Andrew super gotuje :D Podziwiam, że zawsze ogarnia jakoś ten tłum głodomorów ;)
      U mnie dzisiaj bez śniadanka. Głodówka, bo chyba Młody jelitówkę przyniósł z przedszkola... :(

      Usuń
  10. Ale poślizg, zupełnie jak przejażdżka wehikułem czasu. Bardzo przyjemnie zobaczyć teraz taki kolorowy, letni obrazek kiedy za oknem szaro, buro i ponuro. Ale ja bym chętnie jakieś migawki z twojego ogrodu zobaczyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak ja się rozgrzałam pisząc tego posta! :D Zaległości ogrodowe będą, ale po górach. Bo mnie Entomka z "Portki na szelkach" prześwięci w końcu ;) A po ogrodzie wyobraź sobie o Krakowie będzie :P

      Usuń
  11. Niegroźnie ale jednak zazdroszczę tej wizyty u Kasi! Ja też tam kiedyś zawitam(na pewno) tylko jeszcze nie wiadomo kiedy ;)
    Ja za miechunką nie przepadam, szczególnie po tym jak parę lat się jej pozbywałam i jakoś nie mogłam do końca pozbyć :)
    Za to na taką sałatkę buraczaną, aż mi ślinka leci...
    Relacja - świetna!

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna impreza - jedzenie wygląda apetycznie, do tego piękne rośliny, coś dla ciała, coś dla ducha, trochę nauki, a to wszystko we wspaniałym towarzystwie, czegóż chcieć więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne miejsce do życia, tyle zieleni !!
    Aniu, widać po waszych minach,że imprezka udana, aż miło popatrzeć :)

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za Twoją wizytę i komentarz :)