03.09.2015

Ogrodowo - lipcowo

W końcu udało mi się ogarnąć. Ogarnęłam siebie, chaos zdjęć zaległych, chaos przestawienia się na rytm przedszkolny Młodego, chaos ogrodowy... Jedynie chaos domowy nabiera raczej rozpędu. Tak w skrócie to: zlewu w kuchni brak, obecnie stoi tam umywalka, prysznica brak, kuchenka gazowa stoi na tarasie... Też tak macie, prawda? ;)

Dobra, dobra. Po prostu remontu ciąg dalszy. Będzie cywilizacja :D Jednak póki co żyje się (delikatnie mówiąc) ciężko. Wolę myśleć o ogrodzie, bo ponoć zielony kolor uspokaja ;) Mam dla Was kilka zaległych zdjęć. Takich aż lipcowych ;) Jednak żeby nie mieć "wyrwy czasowej" w chronologii zmian ogrodowych, takie wizualne upamiętnienie, nawet po czasie, jest wskazane!

W tym roku wysiałam pierwszy raz papryczkę chilli (w dwóch odmianach). Polecam zdecydowanie wszystkim początkującym :) Wschodzi elegancko, siewki rosną aż miło i każdy nowicjusz będzie szczęśliwy. Do tego bardzo cierpliwe są ;) U mnie musiały się sporo naczekać, żeby do większych donic się przeprowadzić. A niektóre dopiero jako poplon trafiły na grządki :D Kwitły pięknie i papryczek zawiązały bez liku. Niestety z racji mojego opóźnienia dopiero dojrzewają i muszę coś wymyślić w kwestii osłony przed nocnymi chłodami. A jak ktoś nie wie jak kwitnie chilli to poniżej fotka :)


Stan "papryczkowy" na krzaczkach pokażę w kolejnym poście ogrodowym oczywiście ;)

Pięknie mi kwitły jukki w tym roku. Niestety z racji pogody - kwiaty utrzymały się bardzo krótko. Na szczęście zdążyłam uchwycić je na zdjęciach :)

I jeszcze:

W poście lipcowym  tutaj pokazywałam Wam moje dalie w pąkach, a przecież tak piękne kwiaty miały (i nadal mają). Niezapominatka zaszczepiła mi żyłkę kolekcjonerską dzieląc się ze mną swoimi bulwami :)

Pierwsze kwiaty były ogromne, bo średnicy ok. 20 cm.

W tym roku kupiłam sobie pierwszy powojnik do ogrodu. Taki lichy i mizerny w sumie, w którymś markecie - ale tani ;) Sądziłam, że kwiatków w tym roku się nie doczekam raczej, ale proszę - śliczności w ilości sztuk bodajże 4 pokazał :) Niestety został "lekko" nadszarpnięty w trakcie pamiętnej wichury, gdy wyrwało pergolę po której się wspinał. Mam nadzieję, że się pozbiera do przyszłego roku. A póki co - ku pamięci :)


A teraz przechodzimy do mojego oczka w głowie, czyli warzywnika.
Moje kapustne mimo okrycia zostały zaatakowane przez bielinka. Wiatr podwiewał firankę i jakoś się wbiły pod osłonę owadziska... Wkur... Zdenerwowałam się oczywiście ;) Ale na zbieractwo larw to ja nie miałam ochoty (ani czasu), więc postawiłam na walkę biologiczną :D Zostawiłam odkryte rośliny, a larwy strącałam patyczkiem przechodząc obok tej grządki. Kolejny etap należał już do ptaszków zamieszkujących sąsiadującą gęstwinę jeżyn ;) I powiem Wam, że jako tako zdało to egzamin :D Inna sprawa, że jednak siewki trochę za późno do gruntu powędrowały i kapustą to ja się cieszyć nie będę. Te większe liście widoczne poniżej, to brokuł szparagowy, który ponoć do zbierania będzie w przyszłym roku...


We wspomnianym wyżej poście lipcowym prosiłam Was, żebyście zapamiętały widok grządki z pomidorami. Wtedy było widać, gdzie który krzaczek rośnie, i że obok jest seler naciowy... No więc później wyglądało to już jak poniżej:

I wtedy myślałam, że to jest gąszcz... No więc teraz jest jeszcze ciekawiej :D Naprawdę pospieszę się z kolejnym postem ogrodowym i nie będę Was długo trzymać w niepewności ;)

Mimo gęstwiny pomidorki zawiązały się bardzo licznie. Poniżej czerwone koktajlowe Bajaja. Uwaga! Do eleganckich doniczek na balkon nie polecam, bo to krzaczory wielkie rosną :D I podpierać trzeba.


Mam też śliczne żółte od Niezapominatki. Te z czystym sercem mogę polecić na balkon lub taras do donicy. I zachęcam do wyhodowania sobie od nasionka - zero problemów uprawowych :)


We wspominanym już poście mogłyście też zobaczyć moją konstrukcję nad wałem à la permakulturowym, na którym rosną moje dyniowate. Oczywiście siewki powędrowały do ziemi dość późno i pogoda im nie sprzyjała początkowo, ale potem rozrastały się ładnie :)

I od drugiej strony:

Oczywiście znowu przedobrzyłam z ilością... I gęstością... Kolejne miejsce, gdzie powstał busz. Plon mam oczywiście, ale myślę, że gdyby jednak się zmobilizować i wysadzić wcześniej, oraz ograniczyć się mocno w ilości, to więcej bym np. cukinii miała. Generalnie "rynek" został u mnie zmonopolizowany przez hokkaido (tak prawie na pewno wg Bubisy od które mam nasiona).

Z tej zabójczej ilości kwiatów jeżyn, które Wam pokazywałam, była zabójcza ilość owoców oczywiście :) Poniżej jeszcze w opcji zielonej:


A kiedy były gotowe do zbioru? Oczywiście w połowie sierpnia, przed samym naszym wyjazdem nad morze. W związku z tym, w ramach działań niezbędnych i koniecznych w dniu wyjazdu, od 7ej rano stałam na drabinie w koszuli nocnej i kaloszach :D i zbierałam owoce. Moja mama w dobroci swego serca przerobiła je później na dżemiki, a my pomknęliśmy na wybrzeże :)


W temacie zbiorów, to jeszcze moimi buraczkami się pochwalę ;) Normalnie to mnie jakoś nie kręcą, ale te własne jakieś takie zupełnie inne i lepsze ;) Jeszcze sporo mi ich zostało na grządce i właśnie rozważam możliwości przerobu...


Mam również zakusy na produkcję własnego octu jabłkowego, ale to dam znać jak coś z tego wyjdzie ;) Na dziś chyba wystarczy. Jak zwykle nie wyszło mi krótko i zwięźle, ale chyba przetrwałyście? Aha! Dziewczyny, które zamówiły u mnie nasionka informuję, że wszystko jest pod kontrolą. Kwiatostany zebrane na czas, ale jeszcze nie miałam kiedy ich ogarnąć i przygotować do wysyłki. Myślę, że niebawem się z tym uporam :) Być może po niedzieli, bo spodziewam się ogromnego i pozytywnego kopa ogrodniczego - jadę na Fiestę do Kasi i Andrew :D


Jeśli ktoś nie wie, to przypominam, że ostatnio pisałam o mojej ekologicznej katastrofie :( - klik w obrazek poniżej.
http://brzezinamoja.blogspot.com/2015/08/gdzie-byam-jak-mnie-nie-byo.html


8 komentarzy:

  1. Kurde... Ale wypas ogrodowy!
    U mnie pomidory przeobraziły się też w krzaczyska, i żeby nie pokładły się, to lekko z trzy metry wysokie są... hihi!
    Zebyś mieszkała nieco bliżej, to oswobodziłabym Cię z tych nadwyżek buraczków. Uwielbiam je w zupie, barszczu, czy też jako dodatek do obiadu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie sądziłam, że warzywnik może być takim buszem ;) Muszę tylko w przyszłym roku więcej koloru dodać :D A na część buraczków robię dzisiaj właśnie zamach do obiadu - pieczone będą! Szukam jeszcze fajnego przepisu na przetworzenie na zimę ich jakoś...
      P.S. Te zdjęcia jeszcze nie są robione nowym aparatem ;)

      Usuń
  2. U mnie nic nie rośnie, jedynie w doniczkach, no i mięta sobie jakoś radzi w ziemi. Piekne masz zbiory, a buraki najbardziej uwielbiam zimą, Dzisiaj właśnie przerabiam 20 kg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz jakiś fajny sposób na nie? Bo to mój pierwszy raz będzie :D

      Usuń
  3. Ania, zawsze jak do ciebie wpadnę, to czegoś się nauczę. Wiesz, że w ogóle nie przyszło mi do głowy, żeby chronić papryczki przez zimnymi nocami. U mnie też późno wsadzone i dopiero zabierają się za dojrzewanie. Zdaje się, że do ciebie również dotarła fala pomidorowego bogactwa tego roku. A tylu ostrężyn (tak się w moich okolicach mówi na jeżyny) to chyba jeszcze nie widziałam, Podobno sa świetne na nalewkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ze względu na to późne dojrzewanie coś im muszę wymyślić. Normalnie to powinny pewnie kończyć ;) Bogactwo pomidorowe w pełni, ale to przecież tylko cieszyć może. Nalewka jeżynowa była w zeszłym roku i jeszcze trochę nam zostało. Tak więc z czystym sumieniem oddałam na dżem dla Młodego :D

      Usuń
  4. Jak przeczytałam tytuł posta to myślałam, ze Ci sie coś pomieszało:) Ale teraz rozumiem... na dożynki z tymi plonami możesz startować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej... No tak źle to ze mną jeszcze nie jest :D

      Usuń

Dziękuje za Twoją wizytę i komentarz :)