28.07.2015

1/3 sezonu za mną

Mam na myśli 1/3 sezonu zbiorów w moim warzywniku. Żeby nie było nieporozumień, to wyjaśniam mój system (to mój subiektywny podział, więc proszę się nie czepiać ;) ):
  • nowalijki - pierwsze skubanie z grządek i rzodkiewki oraz sałata; Ponieważ szału wtedy nie ma, to nie liczę tego jako pełny etap ;) Być może w przyszłym sezonie uda mi się ubogacić ten okres, więc podział też się zmieni :)
  • wczesne zbiory letnie - bób, groszek, botwinka, zieleninka, truskawki... Jest już w czym wybierać
  • zbiory właściwe - wszystkiego w bród i pęknie wyrośnięte, a do tego szał owocowy :)
  • późne zbiory - czyli jesienne pyszności z dyniami na czele. Jeśli dobrze się rozplanuje, to ten etap ciągnie się aż do pierwszych przymrozków. Taki jest mój plan i sama jestem ciekawa, czy uda się go wykonać.
Jednak zanim przejdę do właściwego tematu, to chciałabym pokazać pączki moich pierwszych w życiu dalii. Oczywiście obecnie są już w pełni rozwinięte (co pokażę niebawem), ale ponieważ tak wielką radość czułam już na tym etapie, to muszę się z Wami podzielić :)


 I jeszcze:

Teraz będzie roboczo i terenowo, więc dusze estetycznie wrażliwe niech łykną jakiejś meliski ;)

Zacznę może od mojego fartownego i rewelacyjnego zakupu. Dawno, dawno temu (czyli na wiosnę), na wyprzedaży za całe 9 zł kupiłam to:

Nie wyobrażam sobie prac ogrodowych bez tych gałoszków. Podlewanie i "roboty ziemne" to oczywista oczywistość. Jednak wyjątkową zaletą tegoż modelu jest jeszcze ochrona mojej psychiki ;) Mianowice chronią mnie przed moją schizą kleszczową. Jak wiadomo to ścierwo w przerośniętej trawie lubi się gnieździć, a takiej u mnie sporo (nie nadążamy z koszeniem terminowym). Dzięki obuwiu memu mam w ogóle odwagę wejść w niektóre miejsca :D No i na dodatek wyglądam w nich świetnie! - jak rasowy bocian ;)

Z tym przerośniętym zielskiem to ja nie żartuję, bo w moim warzywniku np. wyglądało jeszcze niedawno tak:

Między grządkami szał ciał zielonych.

Ciekawskim spieszę wyjaśnić, że po prawej jest mini tunel foliowy (z Lidla). Pod nim mieszkały (czas przeszły, bo już tunelik jest zdjęty) cukinie i dyniowate. Pogoda jaka była każdy wie i część moich roślin (w tym te wspomniane) nie chciała rosnąć. Okrycie bardzo im pomogło i wkrótce ruszyły dziarsko.

Natomiast na drugim planie jest takie ustrojstwo:

Wspominana w czerwcu (link w pogrubieniu) firanka z Ikea. Sprawdza się rewelacyjnie i z ręką na sercu mogę Wam taki sposób ochrony polecić. Należy tylko zadbać, by po bokach nie było żadnych szczelin, przez które wślizgnie się jakieś paskudztwo.

Ale! Miało być przecież o zbiorach... A ja znowu gdzieś na manowcach ;) Także tego...

Na tej grządce rósł sobie groszek i bób. Groszek właściwie zniknął w trakcie podjadania. Ale bób udało mi się "prawidłowo" zebrać :)

I wiecie co Wam powiem? Żaden (dosłownie ŻADEN) bób kupny nie ma takiego smaku. Nie wiem czy to kwestia przechowywania, czasu między zebraniem a spożyciem... Tak pysznego nie jadłam jeszcze. W tym roku miałam go tyle o ile - bo fajnie mieć trochę swojego. Jednak w przyszłym, to ja muszę dla niego cały zagon wygospodarować!

Botwinkę już Wam pokazywałam, zieleninkę widać na zdjęciach. Truskawki... W tym roku nie miałam stosownego zagonku. Nie zdążyłam i już. Jednak wczesną wiosną odratowałam kilka krzaczków, wsadziłam do donicy i owocowały pięknie.

Właśnie kombinuję, gdzie bym im znaleźć docelowe dobre miejsce... Niestety nie jest to takie proste, chociaż niby miejsca w ogrodzie sporo!

Pokażę Wam jeszcze moje pomidorki, żebyście miały odpowiednie porównanie do tego co pokażę w kolejnym poście ogrodowym...

Rosną sobie grzecznie w towarzystwie selera naciowego, tak? No! To zapamiętajcie ten widok :D

Jeszcze się pochwalę, że jakimś cudem dane nam było w tym roku spróbować też własnych wiśni.

Nie żeby jakieś całe wiadra tego było ;) Ale akurat tak w sam raz na podgryzanie w trakcie prac w warzywniku.

Za to jeżyn będzie zatrzęsienie! W sumie to pierwsze już dojrzewają, ale jak główny "strzał" będzie to się chyba nie ogarnę. Same spójrzcie ile kwiecia było:

I jeszcze na zbliżeniu:

A to co Wam pokazuję, to tylko czubek góry lodowej! Zdecydowanie więcej jest tego od drugiej strony płotu, na ugorze niczyim.

To kto chce wpaść na małe zbiory? :)

Ostatnio pisałam o moich próbach z sokiem porzeczkowym (klik w obrazek).

http://brzezinamoja.blogspot.com/2015/07/wyprobowaam-przepis-sok-porzeczkowy.html

22 komentarze:

  1. ale masz zbiory!! ja tylko rzodkiewki, sałata, truskawki, bób, fasolka szparagowa, ogórki.... kurcze, jak zaczęłam wymieniać to okazuje się, ze sporo tego- no bo jeszcze czereśnie, porzeczki, trochę agrestu, jeżyny, borówki, jabłka, trochę śliwek, pomidorki koktajlowe, pory, selery, rabarbar... hm... chyba też jestem ogrodniczką ;-)) całuski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jak się tak zacznie wymieniać to wszystko co rozrzucone po całym ogrodzie, to nagle się okazuje, że lista dłuuuuuuuuga ;) Buziaki.

      Usuń
  2. Nie ma jak warzywa i owoce z własnego ogródka , - pychota , piękny warzywnik,Jesteś świetną ogrodniczką , świetne rabatki , pozdrawiam Dusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa. Staram się jak mogę. Do moich wyobrażeń jeszcze długo droga, ale przecież od czegoś trzeba zacząć :) Jak pomyślę, co było w miejscu warzywnika dwa lata a nawet rok temu, to zmiany niesamowite :)

      Usuń
  3. Jest to oficjalnie mój ulubiony z twoich postów :) Poszalałaś w tym roku i zbiory bardzo zacne, ale pomidorowe napięcie umiejętnie zbudowane, wiec spodziewam się jakiegoś trzęsienia ziemi w tym, co pokażesz w poście kolejnym.
    PS. żeby u mnie tak trawa chciała rosnąć jak u ciebie... masz lepszy trawnik miedzy rabatkami niż ja na trawniku właściwym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! To mnie teraz zaskoczyłaś i... zaintrygowałaś. Będę zachodzić w głowę cóż to sprawiło. Być może pierwsze spojrzenie na warzywnik w takiej perspektywie...? Na pomidory brak mi słów. Ale to naprawdę osobny post się prawie należy :D A między rabatami to ciężko nazwać trawnikiem. Tyle wspólnego ma, że zielone ;)

      Usuń
  4. Kochana
    Prawdziwa z Ciebie ogrodniczka.
    Ja na balkonie mam zioła i krzaczek poziomek ale to prawda o czym piszesz, ze te "domowe"warzywa mają inny smak, Ja zostałam obdarowana przez koleżankę pomidorami, były tak pachnące i pyszne jak żadne kupione w sklepie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się jak mogę :) A pomidory to w ogóle nie mają porównania z kupnymi. Inna liga po prostu ;)

      Usuń
  5. a nie dawno jeszcze warzywniczek był taki malutki, a tu widzę,że się rozrasta-jak tak dalej pójdzie doczekasz się całego hektara upraw -:), wspaniale sobie radzisz- obfitości życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym tylko miała więcej czasu, to na pewno bym powiększyła warzywnik przynajmniej x2. Może z czasem... Póki co cieszę się tym co mam :)

      Usuń
  6. Pięknie Aniu:) Warzywnik na medal i widać, że dostarcza Ci wiele radości! Wspaniałych zbiorów życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystko wyszło jak chciałam, ale wiem co poprawić na przyszły rok ;)

      Usuń
  7. Z tym bobem, masz całkowitą rację. U mojej babci zjadałam (surowy) prosto z krzaczka .Wydaje mi się że ten w woreczka ( łuskany ) po prostu jest troszkę zaparzony. Uważam jednak z ilościami, bo mnie po strączkowych wydyma i wyglądam jakbym miała z przodu betoniarkę ;)))

    Ania, kleszcze to ja zniesę , ale plagę żmij... Mama jak mnie zobaczyła w sandałkach śmigającą po skoszonej trawie, to aż uklękła .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to właśnie to, że zaparzony...? I wiadomo, że strączkowe wzdymają, ale czasem można ;)
      U mnie na szczęście żmij nie ma. Ale kleszcze to dla mnie masakra - boję się boreliozy, bo znam osoby, które z tym walczyły lub nadal walczą... Brrrrrr!

      Usuń
  8. Na jeżyny ja bym się zapisała już dziś ! Uwielbiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zapraszam :) Chętnie się podzielę.

      Usuń
  9. To się u Ciebie pięknie rozbuchało na zielono ! :) gratuluję zbiorów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szał się zrobił rzeczywiście, ale to przecież tak bardzo cieszy :)

      Usuń
  10. Bogactwo smaku i aromatu :)
    Tylko pozazdrościć !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam zanurzyć nochala w krzaczki pomidorów, by poczuć ten prawdziwy zapach pomidorowości ;) To chyba już jakieś zboczenie?

      Usuń
  11. hehe, to jestem ciekawa ciągu dalszego-szalejesz Dziewczyno! I pamiętaj, że to trzeba później wszystko zjeść:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie obrabiam zdjęcia, żeby pokazać stan mniej więcej obecny :D Wydaje mi się, że z niektórymi sprawami przesadziłam ;)

      Usuń

Dziękuje za Twoją wizytę i komentarz :)