26.07.2014

Na wariata

Znowu wpadam dosłownie na momencik. Jak to mówią - lepszy rydz niż nic. I chyba tak zostanie póki co, czyli szybkie i krótkie migawki z tego co u mnie :)

Najpierw mała retrospekcja, czyli nasz weekend w Łagowie. Te co czytają już mnie jakiś czas wiedzą, że z Połówkiem na motocyklu czasem się przemieszczamy. Rok temu pisałam również o naszym pierwszym wyjeździe do Łagowa. W tym roku oczywiście też byliśmy, ale czas bardziej rekreacyjnie nam upływał niż przy zapachu palonej gumy ;) Rowerek wodny, jeziorko i te sprawy. Ale załapaliśmy się też na koncerty organizowane na zlocie. Wśród nich zespół Pawła Małaszyńskiego. Jako że z mężem mieliśmy już dobre piwne humorki, to władowaliśmy się na backstage na fotki :D
Oto więc ja i wspomniany Małaszyński :)

I jeszcze jedno :D


Będąc w Łagowie musiałam (po prostu MUSIAŁAM) odwiedzić przemiłą Ilę i jej Zapach Rumianku. Wiele z Was na pewno odwiedza Ilę na jej blogu Moja Przystań. Nasze spotkanie było krótkie, ale mam nadzieję, że nadrobimy to w sierpniu - wybieramy się do Łagowa na spokojnie na weekend z Młodym.
Mam nadzieję, że Ila się nie pogniewa, ale to właśnie my (a w lustrze Pan Mąż pstryka fotkę)


No i sprawa ostatnia. Bo nie wiem czy wiecie, ale ja to jestem zachłanna ;) Chciałabym mieć wszystko w swoim ogrodzie - i piękne kwiaty, i wypasiony warzywnik, i sadu troszkę, i lasu kawałek. Po co lasu? No jak to - po własne grzybki. Póki co na dobry początek mam własną hodowlę pieczarek. Malutką, w kartoniku. Może niektóre z Was widziały takie do kupienia. Moje akurat z Tesco. Trochę wątpiłam czy dadzą radę, ale proszę - brązowe pieczareczki zbiór pierwszy

Trochę stoją na dworze, potem w piwnicy i voila. Sprzedają też kanie... Muszę wypróbować :D

To tyle na dziś. Za dwie godzinki wsiadamy na moto z Połówkiem i zasuwamy odwiedzić Młodego i moją mamę nad morzem. Tym to dobrze! Plażują na całego.

Ściskam cieplutko. I dziękuję Wam za komentarze - to zawsze miły dreszczyk jak pojawia się nowy pod postem :)

19.07.2014

Szybki update

Dzisiaj dosłownie dwa słowa. Spieszę tylko donieść jak tam Młody po zabiegu. Dziękuję Wam za troskę i tą w komentarzach i mailową :)

Pogoda na dzień zabiegu była tragiczna, bo upał i duchota, ale co zrobić... Na szczęście moja mama zechciała być kierowcą (auto z klimą) i jakoś dotarliśmy do Poznania. Czas oczekiwania dłużył się nam na miejscu niemiłosiernie, a stres dokładał swoje.

Sam zabieg szybciutko, bez problemów, z pełną wprawą. Młody po wybudzeniu rozryczany trochę, musiał do siebie dojść - wiadomo. W drodze do domu zwymiotował w aucie skrzepami, które dostały się do żołądka. I po tym już błyskawicznie doszedł w pełni do siebie :D

Następnego dnia nikt by nie powiedział, że dziecko po zabiegu. Jadł, pił i tylko musieliśmy go powstrzymywać żeby nie szalał. A teraz już w dołkach startowych czeka by jechać z moją mamą nad morze. Szczęściarze... Ja niestety zostaję w pracy, ale weekendowo dojedziemy z Połówkiem pooddychać jodem.

Żeby tak zupełnie bez zdjęć Was nie zostawić, to kilka migawek z puszczykowskiej plaży nad Wartą. Powstały przy okazji Spaceru, który zorganizowałam w ramach atrakcji dla mieszkańców (relacja na centrumekoinfo.blogspot.com jeśli któraś jest ciekawa).



Plątanina korzeni sosny - jeśli jest problem z rozpoznaniem ;)


W następnym poście słówko o bardzo miłym spotkaniu (w trakcie bardzo udanego weekendu). I o hodowli pieczarek! (jeśli nie zapomnę zdjęć zrobić...)

Ściskam gorąco - inaczej w taką pogodę się nie da ;)

03.07.2014

Brak słów ;)

Miesiąc. Ponad miesiąc minął od ostatniego wpisu. Kiedy to minęło?? Czerwiec po prostu przeciekł mi przez palce. Chyba razem z tymi niekończącymi się deszczami ;) Ale tak prawdę mówiąc to niewiele się działo - stara bieda. Czyli co?

Młody znowu chorował. Teraz już jednak osiągnął apogeum chyba! Świństwo wlazło mu na zatoki, z nosa nie powiem Wam ile i co leciało. Oczy ropiały i się sklejały powieki. Na koniec przytkało mu uszy i ciche dźwięki w ogóle nie docierały do niego. I chociaż tych wszelakich atrakcji o dziwo szybko się pozbyliśmy, to wizyta u laryngologa była nieodwołalna. I co? Trzeci migdał przez ten cały rok tak dostał w dupę, że ewidentnie do wywalenia. Suuuuper... Zabieg mamy w najbliższy wtorek. Oczywiście prywatnie, bo oczekiwanie na szpital to ponad rok. Poza tym procedura zabiegu szpitalnego jest tak kretyńska - intubacja! Kiedyś na głupim jasiu się robiło i było dobrze, a teraz... Zdecydowanie lepiej zapłacić, szybka narkoza na 15 minut i po krzyku. I ile mniej stresu dla dziecka. Na szczęście bratanek przetarł już szlak na początku maja, więc wiemy co i jak ;)

Poza atrakcjami chorobowymi (u mnie jakieś świństwo na gardle a Połówek angina) patrzę tylko jak mi ogród zarasta. Pogoda chce mnie wkurzyć na dobre chyba - jak mam wolne to pada, jak siedzę w pracy to zazwyczaj słońce. Też tak macie, czy tylko ja taka pechowa jestem? Zostały mi w ogrodzie dosłownie oazy miejsc, gdzie coś fajnego się dzieje. Dużo zdjęć i minimum tekstu:

Nasza jagoda kamczacka - malutkie krzaczki, a jakie dzielne! Pierwsze owoce, dużo szybciej niż cała reszta. Naprawdę polecam do każdego ogrodu chyba, bo to roślinka pionierska. Oczywiście Młody ogołocił krzaczki zanim się obejrzałam...

Bób mimo ataku mszyc kwitł całkiem nieźle.

Nawet coś zawiązał, więc uwaga na przyszły rok - wysiać duuużo więcej :)

Buraczki (w tym moje eksperymentalne) radziły sobie dobrze...

... do czasu :(
Przyszły jakieś pluskwy i mi obżarły!

Dobrze, że chociaż ziemniaczki dają radę

Oczywiście najlepiej te z "odpadków" na kompostowniku :D

Nie zapeszając pomidorki też bardziej niż ok :)

Owoce śliczne związały!

Ku mojej ogromnej radości na moim małym wrzosowisku kwitnie żurawina (chociaż tylko jedna)

Skromne kwiatuszki, ale urocze

Z ozdobnymi raczej słabo u mnie. Powiedziałabym, że symbolicznie ;)
Czosnki "aż" dwa :) Wyprzedażowe z LM.

Plama koloru przy wejściu do domu

Róża z historią, która chyba jest niezniszczalna

Piwonii sztuk 3 z liczbą kwiatów 0
Po lewej moje, po prawej z ogrodu botanicznego w Poznaniu - też chcę kiedyś takie! Pachniały obłędnie!

Przy okazji wyprawy do botanika kupiłam z mamą kilka fajnych roślinek (ciekawy wybór i przystępne ceny). Dzisiaj przedstawiam moją jeżynę pachnącą.

Obecnie w ogrodzie nastał czas malinowy

Jabłuszka na papierówce coraz większe i wyraźnie się cieszy drzewko z odzyskanego światła i swobody

Roboty ciągle masa i już częściowo się poddałam. Nie dam rady ogarnąć pracy, domu, ogrodu i jeszcze zabiegu. Przydałoby się podładować baterie, ale aktualnie na mój jedyny planowany wypad do Łagowa na zlot zapowiadają pogodę gorzej niż złą :(

Mając tyle na głowie ostatnio na pocieszajkę zamówiłam sobie prezenciki u Ewy z Shabby Shop. Możecie u niej zobaczyć jakie cuda mi wyczarowała - ja jeszcze nie miałam czasu obfocić, a poza tym nie zrobię tak ładnych zdjęć jak Ona :) Jednak w piątek po pracy super zobaczyć taką paczuszkę

Jak więc same widzicie miesiąc "bez szału". Może niebawem będzie lepiej?

A na koniec wielkie podziękowania. Dla Was. Za to, że chciało Wam się kliknąć na mojego "pracowniczego" bloga. Rozkręca się to jakoś i bardzo mnie to cieszy. Oczywiście nadal zapraszam (www.centrumekoinfo.blogspot.com) zwłaszcza Wielkopolanki :) W końcu Puszczykowo było kiedyś bardzo znanym letniskiem, a i teraz mamy czym się pochwalić :)

Witam nowe kobitki - obserwatorki. Bardzo mi miło, że chcecie mnie podglądać :)