16.01.2018

Nowy rok - nowy post.

Nie, nie, nie. To  nie jest ten obiecany ostatnio post... Ostatnio! Dobre sobie. Październik to był przecież... Jeszcze raz.
To nie jest ten obiecany w poprzednim poście wpis. Tamten jeszcze buja się w wirtualnej przestrzeni i czeka na zmiłowanie. A konkretnie to na to, żebym łaskawie zdjęcia poglądowe wrzuciła. Wymaga to: wyciągnięcia z czeluści szafy aparatu, zgrania zdjęć i ich obrobienia. Ku-pa roboty!

W sumie to z tego samego powodu takie przerwy na blogu. Ale! W tym roku powiedziałam sobie, że zdjęcia idealne być nie muszą, bo nie pretenduję do nagrody fotografa roku (jest taka?) i nigdy nie będę. A byle jakie zdjęcie i tak jest lepsze niż żadne połączone z wielomiesięcznymi przerwami na blogu. Także obrazki będą takie se. Ze srajfona.

Mam kilka ogłoszeń parafialnych, ale to później. Teraz taki mały i szybki update ogrodowy. Nie będziemy już przewijać zeszłego sezonu, chociaż fotki są. Chociaż... W sumie to planuję jeden taki wpis o pewnym fragmencie ogrodu. Może nawet jako kolejny, bo tak za mną "chodzi"... Widzicie jaka ja jestem? - jeszcze tego wpisu nie opublikowałam a już myślę o kolejnych. I tak potem to się rozłazi, przerywam, żeby zrobić notatki, coś / ktoś mi przeszkadza, muszę odejść od laptopa i już się robi dupa.

Wrrrrrróć!

Początek tego roku (dosłownie pierwszy dzień roku), a w ogrodzie zwiastuny wiosny się pojawiły. Na przykład o takie:

Przebiśniegi wyłażące pod liśćmi cyklamena.
Albo takie:

Pąki kwiatowe ciemiernika.
Natomiast 6-go to w ogóle szał ciał. Było tak ciepło i takie piękne słoneczko, że nie wytrzymałam. Poszłam do warzywnika. A tam normalnie sodoma i gomora!

Widok na warzywnik od zachodu.
Do tego jeszcze syf, kiła i mogiła :D

Widok od wschodu.
Jeszcze tylko baby z dziadem tam brakuje... To zielone to grządka z kapustnymi jakby ktoś pytał. Kapusta sama w sobie oczywiście tradycyjnie mi się nie udała, ale mam tam też inne smakołyki. Na przykład takie:

Jarmuż pysznościowy i zdrowy.
Albo resztki takich:

Mój pierwszy brokuł - główna część już zeżarta ;)
Ponieważ taki syf. Ponieważ to słońce. Ponieważ ciepło. To... Wiecie co się wydarzyło, prawda? Nie wytrzymałam...

Widok od wschodu numer dwa.
Ale to nie wszystko. Bo wymyśliłam sobie, iż na grządce po dyniowatych wysieję sobie musztardowce pod takim niskim tunelem foliowym. Ale tam po tej pseudo zimie było tak:

Pe-he-he-he-hełno niezapominajek.
Nie dostańcie zawału, ale ja niezapominajki traktuję jak chwasty. Oczywiście nie, że wszędzie. Ale tam gdzie mi wchodzą w drogę to nie ma wybacz. Tym razem też nie było:

Tu będą piękne musztardowce już całkiem niedługo :)
Myślicie, że to wszystko? Otóż nie!
Jeszcze na początku grudnia posprzątałam i zdezynfekowałam mój tunelik foliowy (Z roku na rok wydaje mi się coraz mniejszy. Obecnie, żeby sprostać moim wymaganiom powinien być jakieś 2-3 razy większy.). Jakbym miała szklarnię z prawdziwego zdarzenia, to bym szorowała i pucowała szybki, ale z tunelem sprawa nie jest taka prosta. Jak jest większy, to pewnie jakoś się wszystko rozchodzi "po kościach". Ale na takiej małej powierzchni głupio by było jakąś zarazę czy inne świństwo sobie na uprawy wpuścić. Próbował ktoś z Was myć tunel foliowy? Nie? Ja też. Poszłam na łatwiznę i spryskałam wszystko takim jakimś sprayem do kuchni, co ponoć zabija 99% bakterii i wirusów :D

Foliaczek gotowy na nowy sezon. Widzicie jaki malusi? :(
I ja w tymże foliaczku rozłożyłam się z super prezentem od Gwiazdora / Męża. Ta-dam!

Regalik na rozsady.
Plan jest taki, że najpierw będzie to stało w domu z wysianą rozsadą. Potem będzie wędrować taras-dom-taras-dom, żeby się hartować (już widzę "radość" mojego męża), a potem wróci sobie do tunelu, a potem obok tunelu na miejscu mojego przyszłościowego mini tarasiku kawusiowego (nawet nie pytajcie o co chodzi). Ale teraz już po prostu MUSIAŁAM go rozłożyć i się nacieszyć. Nie wiem tylko jak powiedzieć Mężowi, że chętnie bym jeszcze takie dwa przygarnęła... :D

W ogóle Gwiazdorki się super u mnie spisały w tym roku. Wszystkim Was katować nie będę. Ale takie przydasie ogrodowe - o:

Już się nie mogę doczekać, żeby wykorzystać!
No i ten 6-ty stycznia skończył się pięknie. Z takimi widoczkami w ogrodzie:

Nadal kilka pąków na mojej róży New Dawn.
A potem to już zrobiło się szaro, buro i ponuro i tak trzyma cały czas. Dzisiaj to chociaż śnieg spadł, chociaż ponoć nawet do jutra nie ma się utrzymać. Mrozik jednak nocami trzyma i dokarmiamy nasze ptaszory. Codziennie pełno tego tałatajstwa na taras się zlatuje i wolne dni siedzimy i gapimy się na nie. Żrą na potęgę. Co najmniej jakby ta zima stulecia miała jeszcze przyjść ;)

Taka garstka znika zanim zdążę wrócić do domu.
Na pocieszenie w tej szarości to zrobiłam już przegląd nasion i szykuję się z zamówieniami do Vilmorina i Legutki (Żadna reklama. Po prostu mają to co potrzebuję.). Skusiłam się też na małą przesyłeczkę od Sarah Raven. Ci, co śledzą mnie na facebooku, wiedzą co i jak ;)

Wiedzą też Ci, którzy obserwują mnie na Instagramie. Tak... Ja wiem, że się zarzekałam. Że nigdy, przenigdy. Ale łatwo tak mówić, jak się nie ma srajfona :D Ale mi w pracy wcisnęli, więc mam. I tak sobie wrzucam co kilka dni jakieś zdjęcie.

Najbardziej lubiane zdjęcia w zeszłym roku.
Jakby ktoś miał chęć, to zapraszam. Nazwa profilu (tu Was zaskoczę... uwaga, uwaga...): brzezinamoja. Szok, prawda? :D

I już na sam koniec ostatnia sprawa. Bo Gardenia za pasem. Kto się wybiera? No ja oczywiście. Ale kto jeszcze?
Standardowo będzie też spotkanie blogerów (i innych twórców internetowych), ale w odświeżonej i zmienionej formule. Na Forum Promotorów Ogrodnictwa ma się dziać, ma być ciekawie i ja trzymam mocno kciuki, żeby wszystko się udało. Szczegóły znajdziecie w tutaj #FPO oraz na wydarzeniu na Facebooku.

 
Uff... Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że Was nie zamęczyłam. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie jakieś słówko po sobie :)

18 komentarzy:

  1. Pierwsza jestem, jak nigdy :)
    Jak zobaczyłam wykonaną przez Ciebie pracę to zrobiło mi się łyso, że jednak chyba jestem leniwa... Szacun!
    U nas buszuję Mikołaj, ale ewidentnie zna się dobrze z Twoim Gwiazdorem bo prezenty z tej samej beczki rozdawał ;) tak na dobrą sprawę to oni mają takie ułatwione zadanie z nami, byle coś do ogrodu i wszyscy zadowoleni :)))Takiego foliaczka to z chęcią bym przygarnęła... Jakieś informacje gdzie to go Gwiazdor wyczaił?
    U mnie kwitnie kalina - śmiać się, czy płakać!? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie przesadzaj. To raptem jeden dzień taki ogrodniczy miałam, bo aż grzechem było nie skorzystać. Co do prezentów to owszem - tylko takich świrów mogę ucieszyć np. widły :D
      O regaliku odpisałam Ci na Fb, ale gdyby ktoś czytający to był zainteresowany - bez problemu do kupienia na Allegro są :)
      Kalina to chyba pikuś w porównaniu z innymi cudami o których czytam tu i ówdzie...

      Usuń
  2. No i słusznie, lepiej mniej idealnie, niż wcale. Obyś nie zmieniła zdania :) Z tymi planowanymi postami to tak jakoś jest, że one najpierw nie chcą się pisać, a potem leżą na żołądku jak ciężkostrawny obiad. Czas mija i mija... i potem zostaje już tylko usiąść i napisać o czymś innym.
    Widzę, ze się w ogrodzie nie obijasz. Nie to co ja. Dopiero wczoraj okryłam moje przemarzające hortensje, mam nadzieję, że nie jest jeszcze za późno, żeby coś z nich było. Za to róż sobie nie podsypałam, może ten śnieg na razie je uratuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdania nie zmienię. Tylko czasem kopnę się w cztery litery ;) I z tymi planowanymi postami to rzeczywiście - zawsze one mnie najbardziej blokują (plus zabawa ze zdjęciami).
      Ja u siebie nic nie okryłam. Najpierw nie było sensu, a potem nie pomyślałam. Tak więc kwiatów hortensji znów nie będę miała w tym roku :D

      Usuń
  3. Ja, ja się wybieram. Kulka? Zorganizujesz? No pewnie, że tak. To jest syfiasty warzywnik? To jest wzorcowy warzywnik. Masz skrzynie, ja grunt, i tu jest syf właściwy. Narządka ogrodnicze cudne. Mam takie, ale mocno zjechane. Czy w skrzyniach warzywnych leżą liście dębu? Co z nimi zrobisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Kulka tak. Będę ogarniać bliżej terminu :)
      To, że w warzywniku są skrzynie (tudzież mogiły jak mi mówią niektórzy...), nie znaczy, że nie jest syfiaście :D
      I owszem - liście dębu leżą. Bo one tak po całości, równą warstwą w całym ogrodzie :D W roku działki wielki dąb rośnie, więc nie ma co się dziwić. Do wiosny zazwyczaj zostawiam tak jak upadły. Zauważyłam, że dżdżownice bardzo lubią od spodu jakieś harce urządzać ;) A potem zrzucam to wszystko na jedną kupę w okolicach "starego" kompostownika. W końcu się rozłożą...

      Usuń
  4. Że jaaak? Że juuuż? Pierwsze prace w tym roku masz za sobą?ŁAŁ ;)
    No nic...u nas też ciepłota była, a teraz leży gruba pierzyna śniegu i o pracy w ogrodzie nie ma mowy :D
    Stojak na rozsadę też mam więc z doświadczenia powiem, że trudno się go przenosi...niestety najlepiej jak stoi w jednym miejscu bo podatny na rozpadanie hehe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było tak ciepło tego 6-go, że w słońcu w samym swetrze pracowałam. Bez kurtki, czapki, szala i tego całego badziewia. Po prostu MUSIAŁAM :D
      Śnieg u nas napadał wczoraj, była pierzyna. I już się roztapia :(
      Co do regaliku, to domyślam się, że obciążony będzie mało mobilny. Ewidentnie potrzebuję drugi :D - jeden w domu drugi na tarasie ;)

      Usuń
  5. Popieram podejście do sprawy. To po pierwsze. Po drugie: co to są musztardowce? Bo ja musztardę to najbardziej sarepską i dijon. Po trzecie, gdy mówisz o Gwiazdorze, to od razu wiadomo, z której części Polszy nadajesz, hi hi hi. Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musztardowiec, to gorczyca sarepska po prostu, tylko w tym wypadku je się liście. Teraz dostępna jest w wielu fikuśnych odmianach (oczywiście jeszcze nie w PL; u nas widziałam nasiona aż jednej chyba...). Potocznie podłącza się pod to określenie także mizunę i podobne. Rosną szybko, są wyraziste w smaku, pikantne; wytrzymałe na chłód. W sprzedaży w sklepach jej nie widziałam, chociaż Internet twierdzi, że w tych ze zdrową żywnością można je kupić...
      A Gwiazdor... - no wiadomix przecież ;)

      Usuń
  6. W pracy u Męża, weszłam sobie do takiego tunelu, jak masz i mówię fiu fiu, tyle miejsca ;) Następnie zaczęłam się zastanawiać, jak ta Ania go do ziemi przymocowała, żeby nie odleciał ( a u nas dmucha nieźle na polu). Poszukałam w sieci, przejrzałam oferty różnorakie i ... na koniec stwierdziłam, że jednak jeszcze się wstrzymam... Hmmm, skąd u mnie taka rozwaga? :)
    Natomiast na Gardenię bilety już w drodze. To będzie mój pierwszy raz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszym sezonie latał mi po ogrodzie. Parę razy go tylko przesuwało, ale raz to kilka dobrych metrów przefrunął i jeszcze do góry nogami stanął. Plus dla tuneliku, że nie rozleciał się przy tym. Niby są śmieszne szpilki, żeby go zamocować jak namiot na napiętych linkach, ale to nic nie dawało. W zeszłym roku przywiązałam go tymi linkami do samosiejek sosen, które komfortowo w odpowiednich miejscach akurat rosną :D :D Nic go nie ruszyło!
      Super, że się wybierasz na Gardenię. Mam nadzieję, że odwiedzisz FPO? Leda dzień sobotni program zostanie ujawniony, a tam kilka smaczków czeka ;)

      Usuń
  7. Widzę, że mocno szalejesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noworoczny przypływ energii :D

      Usuń
  8. Czuje zapach tej rozgrzebanej ziemi. Musztardowca nie znam, ale z braku ogrodu mam w zamiarze własną musztardę uczynić. Tak na marginesie -przepis banalny.
    Planuję wyjazd na Gardenie, ale coś moje współtowarzyszki się ociągają. Bardziej interesuje mnie ,,Special Days,, czekam zatem na Twoją recenzję z targów -jak zawsze bez owijania w ,,bawełnę,, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja czekam na Twoją musztardę. A musztardowce są tak banalne w uprawie, że w skrzynce na balkonie też się udadzą ;)
      Przyznam się, że w skrytości ducha liczę na Twoje się pojawienie na Special Days. Żebyś mi koniecznie dała znać!!

      Usuń
  9. Aniu zostaw siły na przedwiośnie, bo wtedy trzeba sił i czasu,gdyby to był początek marca? pozdrawiam ciepło Dusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dusiu, właśnie ze względu na ten czas cieszę się, że udało mi się coś już zrobić. Na przedwiośniu i wiosną zawsze go brakuje i ze zbyt wielu rzeczy muszę rezygnować. A tak jestem ten jeden krok do przodu :)

      Usuń

Dziękuje za Twoją wizytę i komentarz :)