18.10.2013

Dach i inne dzieje

   Słowo się rzekło i klika słów o dachu dzisiaj.

11 września pojawili się u nas "fachowcy" od zdzierania azbestu. Tak, tak - mieliśmy to cudo tutaj na dachu i to jeszcze zalane betonem, by twardo i płasko pod papę było. Wyglądało to już dość słabo:

 *Zdjęcia dziś raczej słabe, bo to M. z telefonu robił na bieżąco.

W tym roku dofinansowanie 100% na rozbiórkę i utylizację azbestu, więc chcąc nie chcąc lepiej było skorzystać. Termin bardzo niefortunny, ale nie mieliśmy za bardzo wyboru. Ekipa, która się zjawiła przyprawiła nas raczej o opadnięcie rączek. Total recydywa i BHP pojęciem obcym dla nich. Uciekłam z Młodym do mojego brata, a M. dzielnie został na stanowisku.


Trociny, słoma i Bóg wie co jeszcze - to była cała nasza izolacja :)

Jak pozbyliśmy się panów i azbestu to do akcji wkroczył dzielny M. "Wyrzeźbił" więźbę, ułożył wełnę, przykręcił osb, a przyjaciel nasz poratował w kwestii zgrzewania papy.

  

Najgorsze na szczęście za nami. Bo oczywiście jak dach nam zerwali, to opady deszczu wykończyły tutaj M. Mnie z Młodym akurat nie było, gdy deszcz zaatakował o 3ej nad ranem i zaczął sobie kapać w domku gdzie popadnie (mimo wydawałoby się szczelnej płachty rozpostartej na dachu). Jakby współczując tatusiowi Młody tej samej nocy wygenerował sobie super gorączkę, więc nikt nie spał tej nocy, chociaż o 100km byliśmy oddaleni ;)

 

Już na szczęście końcówka i niedługo pochwalę się naszym nowym, szczelnym, ocieplonym dachem :)

***

A poza tym nic nowego. Pech grzybowy zdecydowanie odpuścił i nawet po godzinnym spacerze z Młodym udało nam się przynieść coś ślicznego :)


Ta łubianka maślaków, to efekt 15 minutowej działalności zbieraczej na ugorze tuż za naszym płotem. A "zajączki" (nie znam oficjalnej nazwy) znalazłam pod świerkiem w ogrodzie tuż przy furtce nieomal.

Ważniejsze i cenniejsze są jednak te cuda:


 Rydze pojawiły się ostatecznie w tajnym miejscu mojej mamy :) Podgrzybki takie podrośnięte i zdrowe czekały na samym początku najbliższego nam lasku. No a sowy (tudzież kanie)... Te to zrobiły mi największa niespodziankę, bo ukryły się sprytnie między dwoma świerkami srebrzystymi tuż przy płocie od frontu ogrodu naszego! Piękny prezent od tego naszego skrawka ziemi :)

***

Jeszcze wspomnę tylko, że moje plany ogrodowe rozwijają się z dnia na dzień. Nie wiem tylko skąd wziąć czas, dodatkowe ręce i siły na nie ;) Zaczynam już obmyślać warzywnik na nowy sezon. Chyba ostatecznie udam się tam z miarą i zimą będę rozrysowywać różne opcje - kredki też pójdą w ruch! Może zapędzę się z tym na cały ogród nawet :) Przystąpiłam też do Klubu Pożądanego Nasionka - Na Ogrodowej. Oczywiście póki co nic nie wnoszę (bo nic nie mam), ale Bubisa ulitowała się nade mną i wyglądam już listonosza z niecierpliwością.

***

Co tam jeszcze...? Praca ciągle się szuka i jakoś nie chce mnie odnaleźć. Sikorki wydziobują piankę uszczelniającą przy oknach, a sójki szaleją w ogrodzie. Wróbelki ulokowały się na wierzbie. Odwiedza nas również pan dzięcioł. A Młody przez okno tarasowe podgląda małego kotka, którego czasem dokarmiamy. Wnętrze domu nadal nie zachęca, ale da się żyć (chociaż wiele osób się dziwi jak dajemy tu radę). Ale woda bieżąca jest (chociaż nadal zimna tylko), prąd też (no... może wczoraj nie koniecznie akurat) i internet mobilny daje radę. Czego chcieć więcej?! No dobra - prysznica z ciepłą wodą, piekarnika i pralki ;) Ale to też już bliżej niż dalej przecież!

***

Dziękuję Wam za każdy komentarz. To tak miło, że komuś chce się tu zaglądać i jeszcze ślad po sobie pozostawić :)

12.10.2013

Grzybobranie i plany ogrodowe

   Wielkie szczęście w moim domu! No dobra, nie wiem czy domu, ale na pewno moje wielkie szczęście :) Mój pech grzybowy w końcu  mnie opuścił. Już miałam naprawdę załamkę w  tym roku. Że takie ledwo co, że jak to tak bez grzybków. Okazało się jednak, że to nowe miejsce, nowy dom sprawił mi wielką niespodziankę! Powiem Wam szczerze, że kamień podwójnie spadł mi z serca. Po pierwsze, że jednak coś w tym roku uzbieram. Po drugie, że jest blisko "grzybowy" las :)

We wtorek słoneczko tak ładnie przygrzewało, że zaraz po przedszkolu namówiłam syna mego na małą wyprawę. Zaczęliśmy w miarę spokojnie i rekreacyjnie. Ale w czwartek poszliśmy już na całość! I to ledwo skraweczek lasu obeszliśmy, a kobiałka pełniutka :)

*Lewy narożnik to wtorkowy zbiór

Standardowo oczyszczanie zabrało więcej czasu niż zbieranie i M. wysuwał w moim kierunku głupie uwagi, że niepotrzebnie sobie robotę zgotowałam. Ale co on się tam zna. Poza tym ciekawe czy takie niepotrzebnie, jak będzie kolejną dokładkę zupy grzybowej na Święta sobie brał :P

Grzybki teraz pojechały podsuszyć się do piekarnika do mojej mamy i niestety nie zdążyłam zrobić zdjęć moich cudnych łańcuchów. Swoją drogą, jakby świeże grzybki rosły w okresie świątecznym, to jak cudny byłby łańcuch na choinkę z takich pachnących skarbów...

***

Ostatnio często siadam i przyglądam się mojemu ogrodowi przez okno. Rozmyślam jak ogarnąć ten busz, a po drugie jak zagospodarować ten teren na nowo. Kilka rzeczy już powstało w mojej głowie, ale sporo niewiadomych pozostaje.


Wybaczcie jakoś zdjęcia, ale nie dość że przez szybę, to jeszcze pod słońce (zachodzące). W każdym bądź razie za tymi sosenkami powstanie nieduży warzywnik. Marzy mi się taki trochę w angielskim stylu, ale to chyba nie uda się tak od razu. Chociaż ogród taki dla niektórych wygląda bałaganiarsko, to naprawdę musi być przemyślana sprawa.
To jest widok na lewą część, natomiast bardziej na prawo...


Moje skromne wrzosowisko. Na pierwszym planie przesłonięte przez mirabelkę zdaje się. Niestety zdziczałą lekko i w formie krzaczastej jakiejś takiej. Może któraś z Was wie jak to ogarnąć?
Natomiast w tle widać (a przynajmniej uwierzcie mi na słowo) zarośnięte nadal maliny, niedobitki truskawek i ugór ogólny ;) Do tamtego fragmentu nie wiem kiedy dotrę. W zamyśle ma tam powstać zakątek w stylu leśnym.

Plany te i marzenia podbudował jeszcze dzisiejszy telefon od mojej mamy. Zagubiła się kobieta w sklepie ogrodniczym. I same radości pokupowała! Jabłonkę (marzenie Młodego), jagodę Goji, jeżynę bezkolcową, dwie jagody kamczackie, agrest biały, czerwony i porzeczkę szczepione na pieńkach, żurawinę i borówkę brusznicę. No same moje wymarzone rośliny! Gębę mam rozhahaną że hej! Już się nie mogę doczekać kopania, wsadzania, doglądania. Tylko teraz przepadnę na cały dzień przy oknie, żeby zaplanować gdzie i jak :)

A dzisiaj w końcu zabrałam się za szparagi. Ale idzie jak po grudzie, bo zarośnięte na potęgę. Mam jednak nadzieję, że jutro dopnę sprawę.

Jeszcze kilka lat temu nie podejrzewałam siebie o takie zapędy ogrodowe, a teraz tylko o tym myśleć mogę. Ziemia wciąga ;)

A następnym razem chyba relacja z naszego dachu, bo M. doprasza się o Wasze komplementy i tylko mi wspomina co chwilę, że o dachu mogłabym napisać ;)

08.10.2013

Wrzosowiska ciąg dalszy

   W końcu udało mi się spędzić trochę czasu w domku. W końcu nigdzie nie jechałam na weekend. W końcu można było chociaż minimalnie ogarnąć i ulepszyć swoją przestrzeń życiową. Oczywiście bez fajerwerków, bo u nas wszystko dzieje się powoli (czas ucieka nie wiadomo dokąd!).

Doprosiłam się w końcu M., żeby wyniósł wory z zaprawą i innymi cudami z naszego jedynego póki co pokoju "życiowego". Częściowo udało mi się też wyprosić jego narzędzia do piwnicy - masakra czasem z tym moim ślubnym ;) No ale przede wszystkim wyprosiłam u niego dwie półki do kuchni. Nic wielkiego, bo stare półki przykręcone na kątowniki od więźby, ale bardzo mi to życie ułatwiło i tymczasowo szczęśliwa kuchennie jestem :)

Natomiast ja sama działałam głównie w ogrodzie. Po zeszłotygodniowym przymrozku trzeba było w końcu pozbyć się cukinii. Oczywiście mając siebie za superwoman wzięłam się za przekopywanie i teraz cierpię na ból pleców.

Wczoraj za to udało mi się powiększyć moje wrzosowisko. Moja mama wzbogaciła mój zasób roślinek i ta-dam!


Zakątek ten cieszy moje oczy niezmiernie i chociaż reszta ogrodu wiele pozostawia do życzenia, to przecież to jest naprawdę dobry początek!


Następną robotą w ogrodzie będą te nieszczęsne szparagi - naprawdę ostatni dzwonek na nie!


To właśnie to kłębowisko roślin czeka na uporządkowanie. A właściwie na wyrwanie i pozostawienie samych szparagów. Po prawej natomiast fragment, który rozłożył moje plecy ;) A ten mureczek jakby ktoś był ciekaw, to pozostałości małego tunelu foliowego, który był tu dawno temu i gdzie rosły pomidorki. Ale to ja piękna i młoda byłam wtedy, a przede wszystkim baaaardzo nieletnia ;)

Słońce nieśmiało wygląda zza chmur, więc zbieram się po Młodego do przedszkola i może uda nam się co-nieco uskutecznić w ogrodzie.

Wiele słońca Wam życzę. A.